Forum dyskusyjne BLOOD BROTHERS

- polskiego fanklubu Bruce'a Springsteena i The E Street Band
Teraz jest Śr sty 24, 2018 2:39 am

Strefa czasowa: UTC [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: N lip 10, 2016 10:15 pm 
Offline
Mr. Darkness
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 20, 2009 3:08 pm
Posty: 1690
Lokalizacja: Warszawa
03.07.2016

Stadio San Siro, Mediolan

Start - 20:18

1. Land Of Hope And Dreams
2. The Ties That Bind
3. Sherry Darling
4. Spirit In The Night
5. My Love Will Not Let You Down
6. Jackson Cage
7. Two Hearts
8. Independence Day
9. Hungry Heart
10. Out In The Street
11. Crush On You
12. LUCILLE (Request)
13. You Can Look (But You Better Not Touch)
14. Death To My Hometown
15. The River
16. Point Blank
17. Trapped
18. The Promised Land
19. I'm A Rocker
20. Lucky Town (Request)
21. Working On The Highway
22. Darlington County
23. I'm On Fire
24. Drive All Night
25. Because The Night
26. The Rising
27. Badlands
**********
28. Jungleland
29. Born In The U.S.A.
30. Born To Run
31. Ramrod
32. Dancing In The Dark
33. Tenth Avenue Freeze-Out
34. Shout
**********
35. Thunder Road (Solo Acoustic)

Koniec - 23:59

Czas - 3:41

1 premiera - Lucille.
14 utworów z albumu The River.
Independence Day, Point Blank, Drive All Night i Jungleland na jednym koncercie.


05.07.2016

Stadio San Siro, Mediolan

Start - 20:25

1. Meet Me In The City
2. Prove It All Night
3. Roulette
4. The Ties That Bind
5. Sherry Darling
6. Spirit In The Night (Request)
7. Rosalita (Request)
8. Fire (Request)
9. Something In The Night
10. Hungry Heart
11. Out In The Street
12. Mary's Place (Request)
13. Death To My Hometown
14. The River
15. Racing In The Street
16. Cadillac Ranch
17. The Promised Land
18. I'm A Rocker
19. Lonesome Day
20. Darlington County
21. The Price You Pay (Request)
22. Because The Night
23. STREETS OF FIRE
24. The Rising
25. Badlands
**********
26. Backstreets
27. Born To Run
28. Seven Nights To Rock
29. Dancing In The Dark
30. Tenth Avenue Freeze-Out
31. Shout
32. Bobby Jean
**********
33. This Hard Land (Solo Acoustic)

Koniec - 23:56

Czas - 3:31

1 premiera - Streets Of Fire
8 utworów z albumu The River, w tym dwa odrzuty - Meet Me In The City i Roulette.
Racing In The Street i Backstreets na jednym koncercie.

W sumie 51 różnych utworów, 16 utworów z albumu The River, dwa odrzuty, Independence Day, Point Blank, Racing In The Street, Drive All Night, Jungleland i Backstreets.



„…tougher than the rest…”


Historia związana z wyjazdem do Mediolanu jest trochę skomplikowana. Bilety zostały kupione od razu, lecz później pojawił się Goteborg i to właśnie Szwecja przesłoniła nam Włochy. Nikt jednak nie myślał o sprzedaży biletów – te leżały w kopercie i czekały na odpowiedni moment. Przyznam, że ostatni koncert na San Siro mnie rozczarował, zresztą nie należę do sympatyków grania całych albumów na koncercie. Jednak San Siro to miejsce specjalne i wyjątkowe i ten, kto miał okazję oglądać koncert Bruce’a Springsteen’a na legendarnym stadionie, ten wie, że to miłość od pierwszego wejrzenia i nie da się łatwo uwolnić z jej sideł. Tak też było z nami, więc od kwietnia sukcesywnie forsowałem swój pomysł zaliczenia dwóch koncertów w Mediolanie. W końcu stanęło na tym, że mieliśmy lecieć na oba koncerty, w sumie na 4 dni, do stolicy mody. Przyznaję, że nie było to najrozsądniejsze posunięcie z mojej strony, wszak w podróż wybierałem się z dziewczynami – Moniką (3-letni staż koncertowy – Sztokholm 2013, Mediolan 2013, Londyn 2013, Goteborg 2016), mamą (4-letni staż koncertowy – Mediolan 2012, Sztokholm 2013, Mediolan 2013, Londyn 2013, Goteborg 2016) i z 14-letnią nowicjuszką, siostrą Olą. Już podczas drugiej rundy trasy Wrecking Ball, wówczas 11-letni brzdąc, nalegał, aby go zabrać na koncert Bossa, ale wtedy się jeszcze nie udało, więc zgodnie ze starym porzekadłem „co się odwlecze…” tym razem siedziała z nami w samolocie. Znała twórczość Bruce’a, miała oryginalną bluzkę z trasy Born In The U.S.A. i wielką ochotę na spełnienie swojego muzycznego marzenia. To miały być jej pierwsze koncerty Springsteen’a, do tego na Stadio San Siro w Mediolanie…


„…can’t help falling in love with you…”


Ostatnie godziny w Warszawie były zabójcze. Sobotni żar, lejący się z nieba, doskwierał niemiłosiernie, a czas dłużył się i dłużył. Wylot mieliśmy w niedzielę o 6:20, więc niecierpliwie odliczaliśmy już każdą minutę. Krótki sen, odprawa i już siedzieliśmy na pokładzie Airbusa, lecącego do Milano. Po godzinie 10 już szukaliśmy naszego lokum. Tym razem również zarezerwowałem nam mieszkanie, położone opodal stacji metra Venezia, blisko dworca centralnego i centrum miasta. Po 30-minutowym dryfowaniu mediolańskimi uliczkami w końcu trafiliśmy pod wskazany adres i odebraliśmy klucze. Mieszkanie było świetnie – przestronne, z dużą łazienką i dużym tarasem. Niezły kąsek jak za pieniądze, które nas kosztowało. Od razu ruszyliśmy na kawę i przekąsić coś. Później wesoły spacer – mama z Moniką przynudzały z tyłu, a ja z Olą dziarsko maszerowaliśmy z przodu, nucąc piosenki Elvis’a Presley’a. Nie dajcie się zwieść sielskiej atmosferze, bo to był dzień pierwszego koncertu, a cyferblaty wskazywały godzinę 15:00. Tymczasem zimne piwo nie zaszkodzi, w tamtejszy upał wręcz wskazane, coby się nie odwodnić. Spokojnym krokiem wróciliśmy do mieszkania, żeby wziąć prysznic i się przebrać. Około godziny 18:30 byliśmy gotowi do drogi…

Na oba koncerty mieliśmy bilety na płytę, ale w ogóle nie myśleliśmy o pchaniu się bliżej, o sektorze PIT nie wspominając. Nauczeni doświadczeniem wiedzieliśmy, że na San Siro najprzyjemniej jest stać z tyłu, po środku, w pobliżu namiotu z konsoletą. Jadąc nową linią na stadion czuliśmy się jak sardynki, jadące na mecz AC Milan z Interem Mediolan. Do tego była niesamowita parówa i od ludzi aż parowało. Pod samym stadionem byliśmy około 19:40. Ach, jak przyjemnie jest iść na koncert z tym spokojem, bez zmartwień dotyczących miejsca i sprawnego przejścia całej procedury PIT i roll-call. Wypiliśmy po piwie i lekko po 20 wchodziliśmy na płytę San Siro


„…dream is alive tonite…”


Po ostatniej oprawie trybun „Our Love Is Real - NYCS” wszyscy czekali na tegoroczne powitanie Bruce’a Springsteen’a i E-Steet Bandu. Tym razem w spektakularny projekt powitalny został zaangażowany niemal cały stadion. Robiło to niesamowite wrażenie. Po raz kolejny przy muzyce Ennio Morricone z filmu „Once Upon A Time In The West”, przy oklaskach ponad 50,000 rozdartych gardeł, na scenę zaczęli wychodzić muzycy. Ostatni – Bruce Springsteen – wymownym spojrzeniem dziękował za przyjęcie przez Włochów. Koncert zaczął się od Land Of Hope And Dreams – aż ciarki mnie przeszły, bo od razu przypomniałem sobie występ sprzed trzech lat. Tamten jednak nijak się miał do tego, czego mieliśmy być częścią podczas tych dwóch nocy. Stadion był naładowany takimi emocjami, których nie opiszę w sposób, aby mogła zrozumieć to osoba, która na San Siro nie była. Publiczność jest tam po prostu inna. Reaguje niemal na wszystko, nie ma słabszych momentów, śpiewa wszystkie utwory i reaguje tak spontanicznie, że cały obiekt rusza się w posadach. My wcale nie odstawaliśmy od reszty – śpiewaliśmy, tańczyliśmy, przeżywając po swojemu każdą frazę, każdy akord, każdy gest.


„…she makes the Venus de Milo look like she's got no style
…she makes Sheena of the Jungle look meek and mild…”



Bawiliśmy się w najlepsze przy kolejnych utworach, ciesząc się hojnością Bruce’a w doborze tych z płyty The River. Byłem pod wrażeniem reakcji tłumu i tego, jak świetnie bawiły się dziewczyny. Z tyłu, kiedy otaczają Cię trybuny, wszystko wygląda bardzo widowiskowo. Niespodzianką był Jackson Cage – pierwszy utwór, który usłyszałem na żywo. Darzę go dużą sympatią i byłem zachwycony faktem pojawienia się go w setliście po dłuższej nieobecności. Independence Day po raz kolejny został wykonany pięknie, ale tym razem zabrakło krótkiego wstępu, poprzedzającego utwór. Generalnie wykonaniom brakowało tej pasji, która była obecna w Goteborgu, ale te i tak były kamień milowy przed np. Berlinem. Po zapomnianym, skądinąd rewelacyjnie wypadającym na żywo, Crush On You, na San Siro został sprowadzony klimat rodem z lat 50-tych, kiedy to wybrzmiały pierwsze dźwięki przeboju Little Richards’a – Lucille. The River to szlagier, który zawsze uprzyjemni koncert, do tego włoska publiczność wie, co to znaczy śpiewać, kiedy Bruce oddaje głos… Zresztą oni śpiewają cały czas.


„…did you forget how to love, girl, did you forget how to fight…”


Point Blank… To był jeden z tych utworów, które zawsze pragnąłem usłyszeć. Na tej trasie poprzedzony długim, monumentalnym fortepianowym preludium, granym podczas trasy The River w latach 1980-81. Samo wykonanie było niesamowite, zakończone subtelnym, powtarzającym się „point blank”. Czapki z głów dla Roy’a za fortepian i dla Stevie’ego za mroczny i niezwykle zgrabny akompaniament gitarowy. To było coś…


„…but now I’m trapped!...”


To był mocny strzał. Tak energicznego wykonania Trapped w życiu nie słyszałem, cały stadion śpiewał jak opętany mocą rock’n’roll’a, to było niesamowite! I’m A Rocker i Lucky Town znów zagotowały atmosferę, było pięknie. Po bardzo udanym I’m On Fire zgasły światła i Roy zaczął grać Drive All Night. Wreszcie! Dwa razy słyszałem ten utwór pod stadionem i w końcu doczekałem się go, będąc na koncercie. Radość moja nie znała granic, to był drugi taki moment, po Point Blank. Bardzo przejmujące wykonanie, okraszone jak zawsze świetnym saksofonem. Nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia jak to sprzed dwóch tygodni, ale mimo to wraz z ostatnimi akordami zabrało część mnie ze sobą, gdzieś ponad konstrukcję stadionu…


„...we liked the same music, we liked the same bands, we liked the same clothes...”


Na obu koncertach Badlands został zagrany w końcowej partii setu. Znów podkreślę, że to właściwe miejsce dla tego kawałka. Chyba wszyscy znają rytmiczne wycie publiczności w trakcie i już pod koniec utworu. Oczywiście sam motyw przewija się chyba najczęściej w oczekiwaniu na wielkie entrée Springsteen'a i E-Street Bandu. To właśnie w Mediolanie, podczas trasy Human Touch/Lucky Town, po raz pierwsi fani zaczęli wspólnie śpiewać do Badlands. Badlands to wizytówka koncertowej twórczości Bruce'a i na dobrym koncercie nie może go zabraknąć. Wszyscy byliśmy zachwyceni i nikt chyba się nie spodziewał, że Bruce mógłby zagrać jeszcze jakiś utwór spośród tych, które zwyczajowo stanowią moment esencjonalny występu… Znów zamarliśmy, kiedy rozpoczął się Jungleland. Wierzyć mi się nie chciało na jakim koncercie jesteśmy, na jakim koncercie jest moja młodsza siostra. Wykonanie było mocne, równe, spójne i silne. To było dobrze słychać. I po raz kolejny to zakończenie, po raz kolejny te same uczucia. Zastanawiam się, co można byłoby namalować, żeby oddać ostatnią minutę tego muzycznego dzieła. Jaki obraz oddałby to, co oddaje muzyka. Chyba musiałbym nanieść na płótno wszystko to, co widziałem w swoim życiu, zmieścić wszystkie doznania… Kolejne utwory porwały nas w wir tańca i przedniej zabawy, która swój koniec miała dopiero o północy, kiedy to Springsteen, po wzruszającym wykonaniu Thunder Road, opuścił scenę i zostawił nas – uradowanych i szczęśliwych, z plecakami wspomnień i wzruszeń.


„…it's a town full of losers and I'm pulling out of here to win…”


Tak, znów wygraliśmy. Zmordowani, ale szczęśliwi wracaliśmy do mieszkania, w którym czekały na nas zimne piwo i krótka noc. Cały czas zastanawialiśmy się co nas czeka we wtorek po tak wspaniałym koncercie…


„…meet me in the city tonight!...”


Nazajutrz, choc niewyspani, byliśmy w wybornych nastrojach. Opowiadając sobie nawzajem wrażenia z koncertu, popijaliśmy pyszną kawę w pobliskiej kawiarni. Było dość późno, dziewczyny chciały iść do miasta, a ja umówiłem się z forumowym kolegą – Rafałem Bazankiem – na małe conieco. Okazja super, no i skoro nie można się umówić wcześniej w Polsce, to czemu nie zrobić tego w Mediolanie? Około 16 uścisnęliśmy sobie dłonie i poszliśmy do nas. Kolejne trzy godziny upłynęły na bardzo przyjemnej rozmowie, dzieleniu się wrażeniami z koncertu, a także na przeróżnych opowieściach, głównie tych muzycznych. Oczywiście czas upłynął jak z bicza strzelił i lekko po 19 ruszyliśmy w stronę metra. To było niezwykle sympatyczne spotkanie, ale nie jedyne, jakie tego dnia mnie czekało, bowiem na 20:00, już w pełnym składzie, byliśmy umówieni na pizzę z Izą i z Michael’em. Bardzo smaczna kolacja i przemiły wieczór był ukoronowaniem tego jakże udanego dnia. W wyśmienitych nastrojach wracaliśmy do mieszkania, aby odpocząć przed kolejnym koncertem Bruce’a Springsteen’a…


„…another day in paradise…”


Tak, Mediolan był dla nas rajem. To były 4 dni spędzony w mieście, w którym dwa koncerty dawał Bruce Springsteen i my byliśmy na obu. Każdy moment krążył wokół występów. Wtorek spędziliśmy w zasadzie podobnie do niedzieli. Trochę łażenia po mieście, obiad i powrót do mieszkania. Już wtedy byliśmy padnięci, a przecież czekał nas koncert! Znów wyruszyliśmy koło 19, aby pod stadionem znaleźć się przed 20. Piwo na schłodzenie rozpalonych ciał i znów wchodzimy na płytę San Siro, zegarki pokazują 20:10…


„…can you feel the spirit?!…”


Koncert rozpoczął się przebojowym odrzutem z albumu The River Meet Me In The City – po raz pierwszy zagranym w Europie. Miejsca mieliśmy dokładnie te same, nawet widziałem ślady swoich butów na płycie… Roulette był kolejnym odrzutem i jakże przyjemnym dla ucha i serca wyborem. Zapowiadał się kolejny, znakomity koncert. W Prove It All Night pałęczkę w gitarowym solo przejął Steve Van Zandt.


„…your Mamma's yappin' in the back seat…”


W trakcie żywiołowego Sherry Darling, na horyzoncie, tanecznym krokiem, pojawiła się Iza, z którą przetańczyłem ten utwór do końca. Zaczęła się najlepsza impreza, na jakiej dane było mi być w życiu. Brakowało tam tylko kilku osób, ale byłem chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Michael początkowo robił za fotografa, dziewczyny tańczyły i śpiewały jak zaklęte. Tak upływały nam szybkie kawałki. Na fantastycznej zabawie, śmiechu było co niemiara. Ku naszej uciesze do łask wróciła Rosalita. Niezwykle pomysłowa i misternie wykonana prośba o utwór Fire została z entuzjazmem przyjęta przez Bruce’a, a sam utwór przyniósł nam wiele radości. Dodatkowym powodem do szczęścia był fakt, że utwór ten jest grany bardzo rzadko. Możliwość usłyszenia po raz kolejny Something In The Night jest na wagę złota. Na te kilka minut znów wstrzymaliśmy oddech. Po magicznym The River, niczym kalką z Goteborga, Roy zaczął grać Racing In The Street. Kolejne 10 minut najwyższych doznań muzycznych, zakończonych kunsztem Roy’a. I choć nie było to tak poruszające wykonanie jak to z Ullevi, to czerpaliśmy z tej chwili tyle, ile się dało. Mogła trwać wiecznie…


„…hey little girlie in the blue jeans so tight, drivin' alone through the Milano night…”


Ileż radości sprawił nam powrót Cadillac Ranch, który tak brutalnie został potraktowany podczas europejskiej części trasy. Każdy w swoim błyszczącym cadillacu przemierzał swoją małą przestrzeń na San Siro. To było więcej niż mknąc pustą autostradą. Kolejne utwory tylko nas rozgrzewały, to już była jazda ponad dozwoloną prędkość. Przy Darlington County spontanicznie odtańczyłem fragment z Olą, co zostało uwiecznione na filmie – to się wytnie? The Price You Pay – to się dzieje naprawdę? Skoczne i rockowe numery były przerywane spokojnymi, melancholijnymi balladami. Po szalonych tańcach i wygłupach przerywaliśmy, by w zadumie słuchać tego, czym tak naprawdę Boss skradł nasze serca… Dziką kartą tego koncertu był utwór Streets Of Fire. Fenomenalne wykonanie z porywającym gitarowym solo w wykonaniu Bruce’a. To przecież mój ukochany album, tyle dla mnie znaczy. Jednak ten jedyny, wyjątkowy utwór pochodzi z innej płyty…


„…we swore forever friends on the backstreets until the end…”


Pamiętam, kiedy usłyszałem go po raz pierwszy – w Goteborgu, na stadionie Ullevi 28 lipca 2012 roku, podczas tego magicznego koncertu. Wraz z uderzeniem fortepianu padłem na kolana. Nie mogłem się pozbierać. Najpiękniejszym fortepianowym preludium rozpoczęła się prawdziwa muzyczna epopeja. Odmierzałem sercem każdą sekundę, byłem w tych dźwiękach, czułem je. Byłem w ulubionych wykonaniach sprzed 38 lat, trwałem w nich i trwałem w tym, które było „tu i teraz”. W żadnym utworze nie ma tyle pasji i emocji, ile widzę i czuję w Backstreets. Springsteen wprowadził krótkie interludium, które pod koniec zebrało owacje publiczności w postaci chóralnego ryku tłumu. Ostatnia minuta to apogeum utworu. Esencja uczuć rozpaczy, tęsknoty i żalu, które w jednej chwili ktoś wypuściłby z worka, a te uleciałyby i definiowały się pod postacią nut. Wokaliza na końcu jest moją ulubioną, jednocześnie najbardziej przełomową w historii mojej podróży muzycznej. Tak, jak niezmiennie zresztą, skończył się utwór, a ja znów oddałem część siebie za to wykonanie. Stało się, tym razem wszyscy usłyszeliśmy Backstreets

To był także jeden z nielicznych współczesnych koncertów, na którym zostały zagrane Racing In The Street i Backstreets.


„…seven nights to rock...”


Już stadion szalał przy Born To Run, a ja jeszcze nie mogłem się wybudzić ze swojego ekstatycznego stanu. Przy ostatnich utworach trwał taki szał wśród nas, iż wydawało mi się, że bawimy się najlepiej na całym San Siro! Ciągłe tańce i śpiewy, mnóstwo wygłupów i śmiechu. To było niesamowite, czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem. Nie mogło oczywiście zabraknąć Seven Nights To Rock – był to bowiem 7 koncert Springsteen’a na San Siro. Jego przygoda z tym stadionem rozpoczęła się w 1985 roku, był to także pierwszy koncert Bossa we Włoszech. Przy tym i przy ostatnich utworach mocno zdarliśmy sobie gardła, a nogi i ręcę odmawiały już posłuszeństwa. Zresztą sam Bruce też już odlatywał, w pewnej chwili, podczas szaleństwa wokół przebojowego Shout, pojawiło się kilku sanitariuszy i zabrali go ze sceny na noszach… San Siro jednak nie poddaje się tak łatwo i Springsteen po chwili był z powrotem na scenie.

Ten piękny występ zakończył się akustycznym wykonaniem This Hard Land, a Bruce podziękował wszystkim za tak ciepłe przyjęcie i za dwie niezapomniane noce…


„…dream, baby, dream…”


Tak, to były niezapomniane koncerty i niezapomniany wyjazd. Złożyło się na to wszystko to, co opisałem, i mnóstwo innych rzeczy, które mi umknęły albo o których po prostu nie dało się napisać. Wciąż nie mogę się poskładać po tym, co tam przeżyłem. Dla nas wszystkich był to wyjątkowy czas, wyjątkowe występy. Jedno z najlepszych muzycznych przeżyć w moim życiu. Pełne emocji i wzruszeń. Pełne miłych niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Pełne wspaniałych utworów, pełne Bruce’a Springsteen’a. Z Wami…


„…all aboard, Ullevi’s our last stop!...”


Ostatnio edytowano Śr lip 13, 2016 11:04 am przez Jacek Kubiak, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Pn lip 11, 2016 11:31 am 
Offline
Początkujący forumowicz

Dołączył(a): Pn cze 29, 2009 8:25 am
Posty: 12
Lokalizacja: Chorzów
Nic dodać nic ująć...
Nie widziałem Bossa tyle razy ile Ty Jacku (Mediolańskie koncerty były dopiero 4 i 5) ale w pełni się z Tobą zgadzam. To były magiczne 2 noce dla nas jak i zapewne dla samego Bruce'a. Trudno wskazać koncert lepszy. Gdybym już koniecznie musiał któryś wybrać to pewnie ten pierwszy za względu na "Jungleland"...
Dawno nie widziałem tak żywiołowej i zaangażowanej publiczności. Publiczności - przypominam - składającej się na 50'000 tłum.
Dużo jeżdżę po europie - staram się wyłapywać co ważniejsze koncerty. Przywykłem już do tego że na artystę ze stażem na scenie 30-40 lat średnia wieku jego fanów (czy choćby tylko zwykłych odbiorców) też zamykam się w przedziale 35-60. W przypadku Bossa rozstrzał jest zdecydowanie większy. To jest piękne i budujące!
Słucham Springsteena od początku lat 90. "Human" i "Lucku" to były pierwsze "nie-pirackie" kasety jakie nabyłem. Stąd też pewnie moja słabość do tych traktowanych dość chłodno albumów.
Miałem przyjemność uścisnąć dłoń Bossa w 97 pod Pałacem Kultury po jego drugim warszawskim koncercie. Dlatego "kocham" Bruce'a od bardzo dawna. Po tym czego doświadczyłem w Mediolanie "kocham" go jeszcze mocniej!

Dzięki Jacku ze obszerną recenzję, tym samym odświeżenie tych naprawdę wspaniałych chwil. Bardzo miło było Cię wreszcie poznać.
Ciesze się już na nasze jesienne spotkanie w Zabrzu na King Crimson :)

Pozdrawiam Wszystkich!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Śr lip 13, 2016 7:37 pm 
Offline
Blood Brothers
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz wrz 23, 2010 8:12 pm
Posty: 212
Lokalizacja: Machnacz, k. Włocławka
Ależ przyjemnie się czytało te relacje! Dawno nie miałam tak pasjonującej lektury :D Dzięki, Jacku, za tak fantastyczne oddanie atmosfery i emocji tych koncertów (ta z Goteborga równie świetna) - dzięki temu w pewnym sensie uczestniczymy w tych muzycznych ucztach wraz z Wami 8-) Gratulacje dla siostry - pierwszy koncert w tym wieku i takim miejscu! Najbardziej zazdroszczę Wam "Fire" - muszę poszukać w sieci tego wykonania - jestem ciekawa czym Bruce dał się zachęcić do wykonania tego utworu! Bardzo mnie zachęciłeś do pomyślenia o włoskich koncertach w przyszłości - mamy rodzinę niedaleko Mediolanu, aż grzech tego nie wykorzystać. Jak tylko odbudujemy budżet rodzinny, a Bruce jeszcze zawita w te rejony - czas zrealizować kolejne marzenie....


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Cz lip 14, 2016 9:14 am 
Offline
Mr. Darkness
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 20, 2009 3:08 pm
Posty: 1690
Lokalizacja: Warszawa
Dzięki, Iwonka. :)

Życzę Ci, aby Twoje marzenie spełniło się szybciej niż się tego spodziewasz. :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Cz lip 14, 2016 7:07 pm 
Offline
Blood Brothers
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz wrz 23, 2010 8:12 pm
Posty: 212
Lokalizacja: Machnacz, k. Włocławka
Bardzo Ci dziękuję za tak miłe życzenia :D Do zobaczenia we wrześniu- mam nadzieję, że tym razem się odliczymy na urodzinach Bruce'a :wink:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa: UTC [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL