Forum dyskusyjne BLOOD BROTHERS
http://blood-brothers.org/forum2014/

Bruce Springsteen - San Siro, Mediolan 07.06.2012
http://blood-brothers.org/forum2014/viewtopic.php?f=2&t=1062
Strona 1 z 1

Autor:  Jacek Kubiak [ Pn cze 11, 2012 9:55 am ]
Tytuł:  Bruce Springsteen - San Siro, Mediolan 07.06.2012

20:38 Sergio Leone Theme Intro (Once Upon A Time In The West)

1. We Take Care Of Our Own
2. Wrecking Ball
3. Badlands
4. Death To My Hometown
5. My City Of Ruins
6. Spirit In The Night
7. E Street Shuffle
8. Jack Of All Trades
9. Candy's Room
10. Darkness On The Edge Of Town
11. Johnny 99
12. Out In The Street
13. No Surrender
14. Working On The Highway
15. Shackled And Drawn
16. Waiting On A Sunny Day
17. The Promised Land
18. The Promise (Solo Piano)
19. The River
20. The Rising
21. Radio Nowhere
22. We Are Alive
23. Land Of Hope And Dreams
**********
24. Rocky Ground
25. Born In The USA
26. Born To Run
27. Cadillac Ranch
28. Hungry Heart
29. Bobby Jean
30. Dancing In The Dark
31. Tenth Avenue Freeze-Out
32. Glory Days
33. Twist And Shout

End show: 00:16

3 Hours and 38 Minutes

Czasami Springsteen daje koncerty, o których mówi się więcej, które wywołują silniejszą reakcję publiczności i które na dłużej pozostają w pamięci, nie tylko tych, którzy uczestniczyli w nich.
Tegoroczny występ w Mediolanie na pewno do takich się zalicza i to nie tylko dlatego, że należy do jednych z najdłuższych maratonów Bossa, ale także dlatego, że przez te 3 godziny i 40 minut poziom emocji sięgał zenitu a Bruce z zespołem grał, jak natchniony.

Nie da się ukryć, że dzień był pełen wrażeń i to od samego początku.
O godzinie 5 rano wyruszyłem z mamą z domu z nadzieją, że na lotnisko w Pyrzowicach dotrzemy przed 10. Odcinek do Piotrkowa, pomimo, że dramatyczny a używając synonimu, powinienem powiedzieć - polski - minął nam o dziwo gładko a reszta drogi nie sprawiała większych problemów. Na lotnisku błyskawiczna odprawa bagażowa i już o 11 siedzieliśmy wygodnie (sic!) w fotelach Airbusa A320 należącego do linii Wizzair. O 12,55 już nie tak wygodnie w autokarze, który miał nas zawieźć na dworzec główny w Mediolanie. Po godzinie drogi i 15 minutach na nogach byliśmy w pokoju hotelowym. Szybki prysznic i już po godzinie 15 bylismy w drodze do stacji metra, które miało nas doprowadzić do San Siro. Jako, że bilety na koncert zawierały kod kreskowy umożliwiający darmowy przejazd komunikacją w dniu imprezy, zaoszczędziliśmy kilka złotych i nerwów w kolejkach pełnych rozwrzeszczanych włochów.
Już w metrze dało się zauważyć 'kibiców' Bossa w koszulkach z najprzeróżniejszych tras koncertowych, co zdecydowanie podgrzewało atmosferę w i tak parnym i gorącym Mediolanie.
Jedna przesiadka i już szliśmy promenadą wiodącą na stadion - emocje rosły, jak grzyby po deszczu. Zbliżała się 16, kiedy siedzieliśmy pod imponującym obiektem nazwanym imieniem dwukrotnego mistrza świata - Giuseppe Meazzy i popijaliśmy drinka własnej roboty, obserwując rozbieganych fanów, dżentelmenów próbujących sprzedać bilety za 1000 dolarów i fanów Marka Knopflera. :)
Spokojnym krokiem, po godzinie 17, udaliśmy się do bramek pod wielkim banerem 'PRATO' i chwilę później staliśmy na płycie legendarnego San Siro. Wrażenie niesamowite. Udało nam się usadowić niedaleko PIT-u, naprzeciwko lewego telebimu. PIT pełny, płyta do połowy, atmosfera typowo piknikowa, trybuny puste. Gdzieś wysoko na trzecim piętrze widać requesty New York City Serenade i Fire. I tak do 19, bo właśnie o tej godzinie zaczęło robić się głośno i tłoczno.

Koncert miał rozpocząć się o godzinie 20, ale wszyscy wiemy, że Bruce ma w zwyczaju spóźniać się na swoje widowisko, więc czekamy.
Przyznam, że publiczność była niesamowita - między 19,45 a 20,30 zespół był zapraszany kilkakrotnie na scenę potężną falą meksykańską przechodzącą przez wszystkie trzy piętra trybun! Cóż to był za widok!
Bruce jednak wyczekał moment i przed 20,40 zabrzmiały dźwięki pięknego motywu muzycznego autorstwa Ennio Morricone z filmu Once Upon A Time In The West. Wiwaty, krzyki, wycie - ekstaza - tak można określić to, co wtedy wypełniało 60-tysięczny tłum fanów z całego świata, w tym z Polski. :)
Jeszcze Springsteen nie zdążył pojawić się na scenie a Max już wybijał rytm do We Take Care... Tłum oszalał. Pierwsze kilka utworów, to prawdziwy szał, Bruce był w topowej formie, tego nie da się opisać.
To jest ten głoś i ten gość.
Wiedział, że w Mediolanie może sobie pozwolić, ale potrzebował paliwa, paliwa w postaci wyjącego i wiwatującego tłumu skandującego jego imię.
Dostał je, więc i nie mógł pozostać dłużny. Podczas Jack Of All Trades można było zaobserwować morze światełek na trybunach, co z dołu robiło naprawdę duże wrażenie. Bruce przelał wiele emocji, słychać było, że miejsce nie jest mu obojętne, co zresztą podkreślił kilka razy.
Nie musiałem czekać długo, żeby usłyszeć to, na co m.in. czekałem - Candy's Room i zaraz po nim Darkness On The Edge Of Town. Te 10 minut zapamiętam na długo, to było 120% możliwości E-Streetowców i Bruce'a, dawno nie słyszałem go w tak dobrej formie wokalnej.
Czas mijał a Bruce dawał czadu, jak nigdy, San Siro wciąż czekał na perłę, z którą Springsteen miał przecież do Mediolanu przyjechać.
I stało się, nagle zespół opuścił scenę a Boss usiadł za fortepianem...
Wiedziałem, że to ten moment, szepnąłem a może raczej wrzasnąłem w ucho mamy, że teraz będzie coś specjalnego, coś wyjątkowego.
Bruce w odpowiedzi na dziesiątki requestów zdecydował się zagrać The Promise. Pierwsze dźwięki fortepianu wypełniły cały stadion, publiczność zamarła. Nie zapomnę tego uczucia - wzruszenie, głównie wzruszenie.
Chciałem usłyszeć takiego Springsteena i w takim utworze. On to przeżywał, zagrał i zaśpiewał i poruszył cały tłum. Agresywne przejścia fortepianu pomiędzy zwrotkami wywoływały emocje, o których naprawdę ciężko pisać i sama końcówka, jakby radość, ale i wytchnienie wraz z ostatnimi dźwiękami.
Bruce zszedł przed mikrofon przy dziesiątkach tysięcy braw. Po chwili pojawił się zespół i moment później zaczęli grać nieśmiertelne The River - piękne, jak zawsze. Kolejne minuty mijały a San Siro wydawał się przeżywać swój najpiękniejszy czas w historii. Warto wspomnieć o Radio Nowhere i ostatniej minucie, w której Max po prostu eksplodował dominując na perkusji. Warto też na chwilę zatrzymać się przy We Are Alive, któremu Bruce poświęcił kilka minut, aby wreszcie zacząć - delikatnie i subtelnie, dopiero po refrenie dając szansę popisu sekcji dętej.
W końcu nadszedł moment, w którym zespól zakończył grać przewidziany set i podziękował publiczności za 'doping'. O ile pamięć mnie nie myli, to była 150-160 minuta koncertu, w związku z czym nie dawałem wiele czasu na słynne encores, chociaż po cichu liczyłem na fajerwerki - w końcu to Mediolan! :)
Od tamtej chwili przez kolejne 70 minut Bruce Springsteen And The E-Street Band grali bez przerwy, absolutny fenomen! Czegoś takiego nie da się doświadczyć na jakimkolwiek koncercie Bruce'a, to było coś specjalnego. Utwór za utworem, Boss szalał, szalał, jak nigdy.
Podczas Dancing In The Dark, Bruce wyciągnął na scenę dziewczynę z kartką, na której było napisane 'Chcę zatańczyć z Jakiem'. :)
Moment o tyle zabawny, że to zazwyczaj z Brucem chcą tańczyć, ale ten nie wydawał być się obrażony i zadowolił się tańcem z małą dziewczynką, podczas gdy nieco starsza dziewczyna podrygiwała w rytm saksofonu Jake'a. Po widowiskowym Tenth Avenue Freeze-Out chyba nikt nie wierzył, że spektakl może trwać dalej...
Jeszcze raz to powtórze, Springsteen był w topowej formie, zresztą, jak i cały zespół. Glory Days i... i... i... :) tak, to musiało tak się skończyć - Twist And Shout! Ponad 7 minut ekstazy rock'n'rollowej, trzeba było tam być! Bruce, jak opętany, w trakcie utworu stanął przed mikrofonem ze swoim szaleńczym wzrokiem i ze stoickim spokojem zaczął rozpinać kamizelkę... Po chwili gwałtownym ruchem rozerwał t-shirt i... Shake It Up Baby! :) Niesamowita energia a przy tym wirtuozeria instrumentalna.
Koncert się skończył nieco ponad kwadrans po północy a z twarzy Bruce'a można było czytać, jak z mapy - on chciał grać dalej. :)

Może setlista nie była wymarzona, ale całość mogę ocenić jedynie, jako arcydzieło i spektakl, dla którego warto było przemierzyć tyle drogi.
Wiedziałem, że mogę się spodziewać wiele po Mediolanie i cieszę się, że Springsteen mnie i przy okazji mojej mamy nie zawiódł. :)
Ciężko opisać koncert Bruce'a Springsteena, zwłaszcza wyjątkowy.
To cała gama emocji, paleta wzruszeń, czasem nawet łez. Mnóstwo radości, tego uczucia nie da się z żadnym porównać, warto na takie czekać latami, warto jeździć za Brucem po Europie i każdemu z Was życzę takiego koncertu.

To chyba tyle, może jeszcze warto dodać, że w hotelu byliśmy o 3,30 nad ranem, ale to opowieść na inną okazję. ;)

Dodam jeszcze, że przede mną Praga i dwa koncerty w Goteborgu a apetyt urósł do granic możliwości. Ciężko będzie pobić Mediolan.

Autor:  Jacek Pelc [ Pn cze 11, 2012 10:15 am ]
Tytuł: 

Szczęściarz

Autor:  Mirka Suwarska [ Pn cze 11, 2012 10:36 am ]
Tytuł: 

Gratuluję Mamy :-)

Autor:  Wojtek Markos Markiewicz [ Pn cze 11, 2012 1:33 pm ]
Tytuł: 

Jacek, masz jakieś choćby 2-3 zdjęcia? Dalibyśmy to na fanklubowa stronę.

Autor:  Jacek Kubiak [ Pn cze 11, 2012 1:40 pm ]
Tytuł: 

Jakieś zdjęcia mamy, w domu zobaczę w jakiej są jakości i ewentualnie podeślę Tobie na maila.

Autor:  Krzysiek Marecki-Pielg... [ Pn cze 11, 2012 2:25 pm ]
Tytuł: 

Jacek Kubiak napisał(a):
Jakieś zdjęcia mamy, w domu zobaczę w jakiej są jakości i ewentualnie podeślę Tobie na maila.

Jacku, ale Wojtek pytał o zdjecia z koncertu. Zdjęcia Mamy pewnie bedą fajne, ale to Twoja Mama, a Boss jest nasz wszystkich. :lol: :lol: :lol: :lol:

Autor:  Kasia Sietkiewicz [ Pn cze 11, 2012 4:10 pm ]
Tytuł: 

mega relacja...wzruszyłam się przy opisie wykonania The Promise z fortepianem :)
przeniosło mnie to tam na momencik...

Autor:  Anna Bójko [ Pn cze 11, 2012 4:42 pm ]
Tytuł: 

Opis koncertu jest wyjątkowy, aż sama żałuję że tylko jeden koncert Bossa mam u siebie w planach :(

Autor:  Jacek Kubiak [ Pn cze 11, 2012 5:01 pm ]
Tytuł: 

Dzięki. Jeżeli możecie, to jedźcie na więcej koncertów. Nie ma artysty tak oddanego publiczności, jak Bruce Springsteen.

Autor:  Ania Smażyk [ Pn cze 11, 2012 6:01 pm ]
Tytuł: 

Dzięki za relację, super się czytało... to co za rok całym fanklubem do Mediolanu?

Autor:  Mirka Suwarska [ Pn cze 11, 2012 6:26 pm ]
Tytuł: 

Jacek Kubiak napisał(a):
[...........]Nie ma artysty tak oddanego publiczności, jak Bruce Springsteen.



Ja już dawno to zauważyłam :)

Autor:  Ewa Januszek [ Pn cze 11, 2012 6:48 pm ]
Tytuł: 

Jacku, ale relacja!Wzruszenie unosi się w powietrzu. Zwróciłam uwagę na requesty- m.in. New York City Serenade-dobrze że nie było w Mediolanie, bo przed nami Praga :D

Autor:  Jacek Tyc [ Pn cze 11, 2012 8:40 pm ]
Tytuł: 

Cóż mam napisać...?

Pięknie się czyta. I najważniejsze, że przeżyłeś to muzyczne misterium z Mamą :) .

Autor:  Jacek Kubiak [ Pn cze 11, 2012 8:56 pm ]
Tytuł: 

Z przykrością muszę stwierdzić, że niestety nie mamy zdjęć, które nadawałyby się do umieszczenia na stronie głównej. Po prostu jakość kuleje.

Autor:  Andrzej Marek [ Wt cze 12, 2012 7:04 am ]
Tytuł: 

Pięknie to napisałeś
Jakbym Go widział i słyszał
tylko czekać na Dublin

Autor:  Jacek Kubiak [ Wt cze 12, 2012 7:50 am ]
Tytuł: 

Dzięki za poświęconą uwagę. Kilka zdjęć wysłałem do Markosa, może coś da się z tego zrobić. :)

Autor:  Ola Nowak [ Wt cze 12, 2012 10:57 am ]
Tytuł: 

Jakbym tam była, chyba wszyscy to poczuli. Dzięki Jacku!
"To jest ten głos i ten gość" :) :) :)

Autor:  iza&michael [ Śr cze 13, 2012 12:25 pm ]
Tytuł: 

Grazie Jacek !!! Aleś zafundował Mamie bosski maraton - teraz to już Mama zawsze będzie chciała na Bruce'a do Mediolanu. :)

Autor:  Jacek Kubiak [ Śr cze 13, 2012 12:53 pm ]
Tytuł: 

Iza, trafiłaś w sedno! :) Mama nie wyobraża sobie lepszego miejsca na koncert Bruce'a, od Milano.

Autor:  Wojtek Markos Markiewicz [ Śr cze 13, 2012 6:58 pm ]
Tytuł: 

Relacja Jacka wraz ze zdjęciami jest na naszej fanklubowej stronie: http://bit.ly/mediolan-2012

Autor:  Jacek Kubiak [ Śr cze 13, 2012 7:12 pm ]
Tytuł: 

Dzięki, Markos!

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC [ DST ]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/