Forum dyskusyjne BLOOD BROTHERS

- polskiego fanklubu Bruce'a Springsteena i The E Street Band
Teraz jest Wt lip 17, 2018 6:30 pm

Strefa czasowa: UTC [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 141 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt paź 09, 2007 6:54 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
W niedzielę przechodziłam sobie grzeczniutko i spokojniutko obok kina "Silver Screen" i niczego nie przeczuwając postanowiłam wejść i kupić gazetę. Zajęło mi to... 2. godziny.
No bo ("kurcze blade.." - jak by powiedział Mikołajek) pomyślałam, że jak już jestem w kinie, to może warto się zrelaksować. Mój wybór padł od razu na "LAKIER DO WŁOSÓW" - remake musicalu John'a Waters'a z 1988 r. pod tym samym tytułem.

I NIE ŻAŁUJĘ !!!! :)

Jest to historia nastolatki marzącej (jak to wiele nastolatek) o karierze tancerki, piosenkarki, aktorki. Nastolatki odbiegającej od "kanonu" urody, bo obdarzonej rozmiarem XXXL.

Jest to film :
- o przełamywaniu stereotypów;
- o tym, że marzenia się spełniają. Trzeba tylko znaleźć w sobie siłę, odwagę i wiarę, i z uporem dążyć do ich realizacji, nie zrażając się nieprzychylnością otoczenia. Bo wtedy się wygra. Wygra się życie i siebie !!
- o tym, co tak naprawdę liczy się w życiu : dobro, serce dla innych, a nade wszystko miłość, bo jak śpiewają bohaterowie filmu :

"Without Love
Life is like the seasons with no summer...
Without Love
Life is rock'n'roll without a drummer...
Without Love
Life is like a beat that you can't follow...
Without Love
Life is Doris Day at the Apollo...
Without Love
So darling, never set me free, no...
Without Love
Life is like a prom that won't invite us...
Without Love
I'ts like getting my big break and laryngitis...
Without Love
Life's a '45' when you can't buy it...
Without Love
Life is like my mother on a diet..."


- o tym, że najważniejsza jest uroda wnętrza, a nie powłoki cielesnej;
- o tym, że warto wspólnie walczyć w imię słusznej sprawy (w tym przypadku tak ważnej, jak zniesienie segregacji rasowej);
- i wreszcie o tym, że duże i puszyste... jest piękne.

Film jest R E W E L A C Y J N Y !!!!! :) :)

Pod każdym względem :

- muzycznym - wspaniałe piosenki w rytmach lat 60. : twist, rhytm and blues, rock'n'roll, piękne ballady. Niesamowite głosy, szczególnie czarnoskórych wykonawców. Zaprezentowano pewien eksperyment, aby pokazać różnicę między brzmieniem głosów "białych" i "czarnych". Nie muszę mówić, kto wygrał tę rywalizację. Czarnoskóra społeczność po prostu rodzi się z muzyką w duszy.

- choreograficznym - porywające układy taneczne (chyba nigdy w naszym kraju nie będziemy mieć takich tancerzy).

- aktorskim :
* w roli pulchnej nastolatki wspaniale zadebiutowała Nikki Blonsky
* John Travolta - w roli... Jej matki, która dzięki córce poznała, co to znaczy nie bać się i przekraczać granice
* Christopher Walken - w roli ojca, który od początku całkowicie ją wspiera. Każdy z nas potrzebuje kogoś takiego, kto nie pozwoli zgasnąć płomieniowi w chwilach zwątpienia...
* Michelle Pfeiffer - jako matka Jej cukierkowatej rywalki, dla której tragedią jest... złamany paznokieć
* Queen Latifah - ze swoją silną osobowością, obdarzona niezwykłym i mocnym głosem
* Zac Efron - szkolny przystojniak a la Elvis, do którego wzdycha połowa płci pięknej

w ogóle wszyscy wspaniale oddali klimat tamtych lat.

Dawno nie byłam tak naładowana pozytywnie, taką dawką radości i beztroski. COŚ NIESAMOWITEGO !! :) :) :)
Nie sposób usiedzieć spokojnie w fotelu. Nogi, ręce, całe ciało poddają się rytmowi płynącemu z ekranu.
Jeżeli macie "doła", jesteście w kiepskim nastroju, mieliście z kimś "spięcie" lub straciliście wiarę w siebie... to gorąco POLECAM ten film jako odtrutkę i pewnego rodzaju "kopa".

Ja na pewno obejrzę go jeszcze raz !! :)


Choć... hmmmm... nie będę ukrywać... ma jeden ogromny mankament... zbyt szybko się kończy...


Ostatnio edytowano Pt lis 30, 2007 2:17 pm przez Barbara Knappik, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn paź 15, 2007 9:20 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Chciałam polecić kolejny film pt. "DOBRY ROK" z 2006 r. (na podstawie powieści Peter'a Mayle'a "Rok w Prowansji", przetłumaczonej na 28. języków, będącej, jak uważa wielu, wspaniałym przewodnikiem po tej części Francji) w reżyserii Ridley'a Scott'a z kolejną znakomitą kreacją jakże wszechstronnego Russell'a Crowe'a.

Film pełen malowniczego uroku słonecznej Prowansji, okraszonego nutą tutejszego wina. Bo niejako jedną z postaci jest winnica, gdzieś na południu Francji, gdzie główny bohater dostaje lekcję prostej radości życia.
Film mądry, ciepły, pogodny, pokazujący... co tak naprawdę liczy się w życiu, jakie wartości winniśmy pielęgnować. Jest to opowieść o ambitnym i cynicznym Max'ie Skinner'ze, londyńskim specjalisty od inwestycji, dla którego największą sprawą jest być najlepszym i osiągać największe zyski w myśl zasady, że "cel uświęca środki".
I oto nagle dowiaduje się, że został spadkobiercą winnicy po wuju, u którego jako chłopiec wielokrotnie spędzał wakacje, będące, jak się potem okaże, najpiękniejszymi chwilami w dotychczasowym Jego życiu. Wówczas o tym nie wiedział i nie doceniał, dopiero przymusowa podróż w przeszłość, uświadomiła Mu tę prostą prawdę.
Max jedzie do Prowansji z silnym postanowieniem sprzedaży posiadłości. Jednak z czasem przekonuje się, że Jego więź emocjonalna z tym miejscem i odnaleziona tu miłość, której cały czas poszukiwał, nie pozwalają Mu uczynić tego kroku.
Życie dało Mu ogromną szansę... poznania jego prawdziwego smaku, z której, po wielu wahaniach, mądrze skorzystał.
Utkwiło mi w pamięci zdanie, które bardzo mi się spodobało, że : "Wino z każdym wiekiem szepcze ci prawdę do ust". Tak też przesłanie tego (wydawałoby się prostego) filmu szepcze nam prawdę do dusz... że otacza nas świat ludzi i trzeba się na niego otworzyć, że najważniejsi są właśnie oni, rozmowy z nimi i wartości, jakie sobie, niekiedy nieświadomie, przekazują. I nie można zapominać o tych, których spotykamy na swej drodze. Bo potem będziemy tego żałować (a może być już za późno). Każdy z nas jest tak różny i właśnie ta różnorodność wzbogaca nasze życie. I musimy nauczyć się czerpać "korzyści" z tego płynące w danym miejscu i czasie. Tu i teraz. Całym sobą.

Jak powiedział Dale Carnegie:
"Jedną z najtragiczniejszych rzeczy znanych mi w ludzkiej naturze jest to, że wszyscy odkładamy życie na później. Wszyscy marzymy o jakimś magicznym, różanym ogrodzie za horyzontem - zamiast cieszyć się różami, które kwitną dziś pod naszym oknem".

Wybór Russell'a do roli Max'a nie był przypadkowy. Potrzebny był aktor obdarzony niezwykłą charyzmą i poczuciem humoru. A, że Scott pracował z Crowe'em przy "Gladiatorze" i jest to jeden z Jego (i z moich także) najbardziej ulubionych aktorów, sprawa była przesądzona.
Przełomowym filmem tego nietuzinkowego, fascynującego Nowozelandczyka, będącym niejako przepustką do Hollywood, był "Świat przemocy", znany bardziej pod oryginalnym tytułem "Romper Stomper", opowiadający o codzienności bandy skinów. Russell wchodzi w postać całym sobą, jest perfekcjonistą. Tak więc, można powiedzieć, że On nie grał skina, On po prostu nim był.
Geoffrey Wright, reżyser "Romper Stomper" powiedział, że : "Podczas kręcenia tego filmu nawet ślepy by zauważył, że od faceta aż bił talent i to sprawiło, że w końcu zaczęły się przed nim otwierać drzwi".
To dzięki tej roli wywarł ogromne wrażenie na Sharon Stone, która (jako producentka) zaangażowała Go do "Szybkich i martwych". Stone nazwała Go "najbardziej seksownym ze znanych jej osobiście aktorów" (z czym zgadzam się całkowicie).
Na koniec "powiem" jeszcze, że od przeszło 20. lat Russell jest liderem rockowej grupy "30. Odd Foot Of Grunts" (realizując się w ten sposób w swojej pierwszej pasji i miłości - muzyce). Jedna z Jego piosenek (bodaj z 1982 r.) nosiła proroczy tytuł "I want to be like Marlon Brando". Co spełniło się w każdym calu.


A oto, co sam Russell Crowe mówi o sobie i osoby z Nim współpracujące :

"Jako młody aktor, by ćwiczyć pamięć i być perfekcyjnie przygotowanym do roli, uczyłem się moich kwestii tak obsesyjnie, że mogłem je recytować nawet od końca"

"Czułem się jak szynka w kanapce pomiędzy Gene'em Hackman'em a Sharon Stone i resztą aktorów, którzy w życiu o mnie nie słyszeli i nie wiedzieli, co ja tam do diabła robię. Dwa lata mi zajęło, żeby dostać taką rolę i to za tak małą gażę. Nic, co chcesz w życiu osiągnąć nie jest nigdy łatwe" (o udziale w filmie "Szybcy i martwi")

"Muszę się trzymać z dala od Hollywood. Poświęciłem się aktorstwu i daje mi to dużą satysfakcję. Ale nie traktuję tego zbyt serio, bo zdaję sobie sprawę, że to w końcu nie jest fizyka jądrowa"

"Gdyby wierzyć gazetom, to w jednym roku trzy razy się ożeniłem i urodziła mi się szóstka dzieci. Do tego każda kobieta, z którą rozmawiałem zaszła w ciążę, co by chyba oznaczało, że mam najbardziej płodny oddech na ziemi " :) :)

"Miłość jest jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu. I chociaż jestem twardym facetem, to jednak jest też i inna, czulsza strona mnie samego. Bez miłości moje życie nie byłoby niczego warte !" (nie tylko Jego życie)

"Moja kariera to był długi i powolny proces pięcia się pod górę. Nie dostałem niczego za darmo. Nie jestem facetem, którego nagle odkryto w supermarkecie"

"Wiem, że i tak przypisywać mi się będzie to, czego nie uczyniłem i nie powiedziałem, bez względu na to, co bym zrobił. Ale zamierzam być dokładnie taki, jaki zawsze byłem, a jeśli komuś to się nie podoba, no to cóż - ma pecha !"

"Producenci "Gladiatora", zaniepokojeni o moje ewentualne kontuzje, przysłali mi list z poleceniem, żebym na planie filmu nie grał w piłkę nożną. Odpisałem im : "Każecie mi wywijać mieczem i poskramiać tygrysy, a nie mogę grać w taką dziecinną grę, jaką jest futbol ?! Pocałujcie mnie w tyłek ! Uściski, Russel" (cały Russell)

"Pierwsze spotkanie z FBI było naprawdę poważne. Dopiero pod sam koniec jeden z agentów zażartował, że rozmawiali o mnie wcześniej i doszli do wniosku, że zmuszenie mnie celem ochrony do zrobienia czegoś wbrew mojej woli, wykracza daleko poza możliwości tej organizacji" (to przy okazji filmu "Dowód życia) :)

"Jeśli chcecie wiedzieć, jaki jestem naprawdę, to posłuchajcie, o czym śpiewam"


Geoffrey Wright, reżyser "Romper Stomper"
"W nim wrze gniew, ale on potrafi ten gniew wykorzystać przed kamerą. Poza tym jest szalony. Ale on był już szalony, zanim dostał się do Hollywood. Hollywood nie udało się zmienić Russell'a - to Russell zmienił Hollywood"


Craig Lahiff, reżyser "Nieba w płomieniach"
"Żeby zagrać dobrze, Russell sprawia, że inni aktorzy przez niego cierpią"


Christoper Plummer, aktor (grali razem w "Informatorze" i "Pięknym umyśle")
"Od razu się polubiliśmy, bo on ma piekielne poczucie humoru. Russell to istny diabeł, do tego ma tę buntowniczą i lekceważącą postawę życiową, którą ja osobiście uwielbiam"

Brian Grazer, producent filmu "Piękny umysł"
"Największym atutem Russell'a jest siła i intensywność idąca w parze z wielką wrażliwością. Potrafi tymi cechami niesamowicie uwieść i jeśli dasz mu się przez nie wciągnąć, to Russell natychmiast tobą zawładnie i cię zdominuje"

George Oglivie, reżyser filmu "Przejazd"
"Nie z powodu wyglądu, ale głównie ze względu na jego charyzmę Russell przypomina mi James'a Dean'a. To jest rodzaj aktora, którego obserwujesz przy pracy i nie masz pojęcia, jaki będzie jego następny krok. To jest rzadkość, to jest ta tajemnica, która jest w nim".


Niezwykle lubię i cenię Russell'a Crowe'a za profersjonalizm, szczerość, uczciwość i za to, że jest sobą.
Polecam wszystkie filmy z Jego udziałem, również te z "okresu australijskiego".

Pozdrawiam... :)


Ostatnio edytowano Pt lis 30, 2007 2:18 pm przez Barbara Knappik, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lis 27, 2007 8:00 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
"Tam, gdzie kończy się droga,
na drugim brzegu strumienia
czeka na Ciebie niezwykła kraina.

Jeśli szukasz przygody... uważaj, bo
znajdziesz więcej niż możesz sobie wyobrazić..."




"MOST DO TERABITHII"

Opowieść o nastoletnim outsiderze, który nie znajduje zrozumienia w szkole i w domu, gdzie rodzice zbyt pochłonięci codziennością, nie poświęcają dość czasu na rozmowę i "poznanie" własnego dziecka. I dopiero spotkanie z niezwykłą osobą to zmienia. Osobą, która uczy, żeby miał szeroko otwarty umysł, a stworzy nowy świat.
Wspólne wędrówki w wyobraźnię pozwalają przetrwać i uwierzyć, że jeśli stawi czoła swoim "demonom" w wyobraźni, uda się to także w rzeczywistości. I to naprawdę działa. Zmienia się Jego spojrzenie na niektóre sprawy i ludzi.

Jest to opowieść o prawdziwej, bezinteresownej przyjaźni. O tym, że dzięki wierze przyjaciela w nas, zaczynamy sami zauważać i doceniać swoją wartość. Stajemy się pewniejsi i silniejsi. I wierzymy, że nic nas nie złamie, dopóki "obok" mamy przyjaciela.

Jest to również opowieść o bólu po jego utracie.
Ale spotkania z niektórymi ludźmi są niczym dar i pozostawiają w nas ślad, dzięki któremu żyją nadal...

"Most do Terabithii" to, jak określił Richard Taylor (pracujący przy filmie specjalista od efektów specjalnych) - "... hołd złożony duchowi dzieciństwa".

Oby nigdy w dorosłych nie zaginął ten duch dzieciństwa, i żeby więcej uwagi poświęcali swoim latoroślom, pozwalając (i pomagając) rozwijać się ich talentom.
I każdemu życzę choć jednego PRAWDZIWEGO PRZYJACIELA. To wielkie szczęście... :)


Ostatnio edytowano Pt lis 30, 2007 2:19 pm przez Barbara Knappik, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lis 27, 2007 9:22 am 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt wrz 25, 2007 8:54 pm
Posty: 1192
Lokalizacja: Warszawa
Rzeczywiście, bardzo interesująca wymowa filmu.
Dzięki!

Moja starsza latorośl ma już 7 lat, chodzi do I klasy, i ani się nie obejrzę, a problem z filmu może stać się jego/naszym problemem... Oby tak nie było... ;-)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lis 27, 2007 12:31 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So lis 17, 2007 6:29 pm
Posty: 2760
Lokalizacja: long walk home...
Basiu,
piszesz piekne recenzje filmow !! Dziekuje bardzo ! Dzieki Tobie obejrze "Most do Terabithii" oraz "Lakier do wlosow" (fajny tytul :D) znacznie szybciej. W przeciwnym razie czekalyby pewnie do swiat na swoja kolej....
Mysle, ze w okolicy swiat bedzie w kinach nowy film 'Golden Compass" z m.in. Nicole Kidman, ktory zapowiada sie bardzo fajnie.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lis 27, 2007 2:24 pm 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Dziękuję... bardzo mi miło... :D
Cieszę się, że Ci się podobają... i mam nadzieję, że choć trochę spawdzi się to, co napisałam... bo przecież różne są gusta i każdy może odebrać dany film inaczej... :wink:

Niekiedy po prostu nie mogę się powstrzymać, aby podzielić się z kimś wrażeniami z obejrzanego obrazu... :)


Ostatnio edytowano Pt lis 30, 2007 2:19 pm przez Barbara Knappik, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lis 27, 2007 2:39 pm 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Maciek (Bad Scooter) napisał(a):

Moja starsza latorośl ma już 7 lat, chodzi do I klasy, i ani się nie obejrzę, a problem z filmu może stać się jego/naszym problemem... Oby tak nie było... ;-)


Maćku... musisz się postarać, aby tak nie było. I, pomimo tego zwariowanego pędu, zawsze trzeba znaleźć czas, aby się zatrzymać i wejść w świat swojego dziecka i w razie potrzeby wspólnie rozwiązać jego bolączki... Na pewno będzie Wam za to wdzięczne...

I koniecznie rozwijajcie jego talenty... :wink:


Ostatnio edytowano Pt lis 30, 2007 2:20 pm przez Barbara Knappik, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lis 27, 2007 3:02 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt wrz 25, 2007 8:54 pm
Posty: 1192
Lokalizacja: Warszawa
Barbara Knappik napisał(a):
I, pomimo tego zwariowanego pędu, zawsze trzeba znaleźć czas, aby się zatrzymać i wejść w świat swojego dziecka i w razie potrzeby wspólnie rozwiązać jego bolączki.... Na pewno będzie Wam za to wdzięczne....

I koniecznie rozwijajcie jego talenty... :wink:


Święta racja! O której, niestety, w codziennym zabieganiu łatwo zapomnieć...
I właśnie dlatego takie filmy są potrzebne.
Jeszcze raz dzięki, że podzieliłaś się z nami. :-)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Pt mar 21, 2008 9:06 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
No i doczekałam się !! :D Po tylu latach !! :D Nareszcie !! :D

Od środy (19.03.), co dwa tygodnie, będą ukazywać się na DVD kolejne odcinki mojego ukochanego serialu "PRZYSTANEK ALASKA" z galerią malownicznych postaci.


JOEL FLEISCHMAN - absolwent medycyny, arogancki Nowojorczyk, który niespodzianie (zmuszony odpracować stypendium) rzucony w głuszę Alaski, musi nauczyć się żyć z dala od gwaru miasta, które nigdy nie zasypia.
Początkowo niechętny wszystkiemu i wszystkim, traktujący każdego z wyższością, zaczyna "uczyć się" ludzi zamieszkujących "zapadłą dziurę", jak nazywa miasteczko Cicely.
Zetknięcie z wielokulturową "substancją", zmienia Jego spojrzenie na życie, zmienia Go wewnętrznie i pozwala dostrzec prawdziwą istotę egzystencji. Do tego stopnia, że opuszcza po kilku latach Cicely, by (wyzwolony z ograniczeń) wieść żywot u boku rdzennych mieszkańców Alaski - Indian.

MAGGIE O'CONNELL - urocza pilotka powietrznej taksówki, kobieta samodzielna, potrafiąca dać sobie radę w niejednej trudnej sytuacji, a przy tym pełna powabu i delikatności.

Maggie i Joel - to wyjątkowa para.
Z jednej strony nieustannie raczą się złośliwościami i uszczypliwościami wobec siebie, momentami szczerze się nienawidzą, a z drugiej jakaś tajemna siła z niezwykłą mocą przyciąga Ich do siebie.
I tak naprawdę... nie potrafią żyć bez siebie, choć żadne głośno się do tego nie przyzna.

MAURICE MINNIFIELD - najbogatszy człowiek w Cicely, właściciel rozgłośni radiowej i miejscowej gazety, były astronauta NASA o konserwatywnych poglądach. Zawsze chce mieć ostatnie zdanie.
Pragnie uchodzić za twardziela, ale i On okaże słabość, gdy ugodzony strzałą amora, zakocha się w silnej policjantce Barbarze. Niesamowitej służbistce, która byłaby skłonna (i niewątpliwie znalazłaby powód) wlepić Mu mandat nawet podczas miłosnych uniesień. ;)

CHRIS STEVENS - pracownik stacji radiowej, autor lubianej przez wszystkich audycji "Chris o poranku".
Nawrócony recydywista, artysta, filozof, duchowy przewodnik mieszkańców miasteczka, pomagający wyjaśnić nurtujące ich wątpliwości egzystencjalne.

ED CHIGLIAK - pół krwi Indianin. Zafascynowany filmem, pragnie w przyszłości zostać reżyserem. Rejestruje kamerą codzienność współmieszkańców.

HOLLING GUSTAV VINCOEUR - Burmistrz Cicely, właściciel baru, w którym kręci się całe życie towarzyskie Cicely, szczyczący się pochodzeniem z niezwykle długowiecznej rodziny.

SHELLY MARIE TAMBO - VINCOEUR - początkowo partnerka, później żona Holling'a. Była miss, trochę naiwna, ale sympatyczna i prostolinijna postać. To właśnie Ona "o mały włos" nie spowodowała rozpadu wieloletniej przyjaźni między Holling'iem a Maurice'em.

MARILYN WHIRLWIND - bardzo cicha i spokojna Indianka. Pomaga doktorowi Fleischman'owi w gabinecie i jest Jego przewodnikiem po świecie Indian.


I jeszcze wiele innych osobliwych charakterów. Każdy tam jest indywidualnością na swój sposób.
Jestem urzeczona ich szczerością, otwartością, prostotą, naturalnością, PRAWDĄ. Nie skrywają się za fałszywymi maskami, uśmieszkami, komplementami. Ich wnętrza żyją zgodnie ze światem zewnętrznym.
To prawdziwa lekcja dla nas wszystkich. Myślę, że na wielu z nas pobyt w takim miejscu, podziałałby oczyszczająco i uzdrawiająco. Zrozumielibyśmy, co tak naprawdę liczy się w życiu, i że te nasze problemy częstokroć są wyolbrzymione i zupełnie niepotrzebne.


To serial niezwykły, ukazujący przede wszystkim relacje miedzyludzkie w dość specyficznym, niejednokrotnie nierealnym wymiarze, okraszone sporą dawką humoru.
Zawsze z niecierpliwością czekałam na nowe wieści z życia miasteczka gdzieś na końcu świata, gdzie diabeł mówi "Dobranoc". Z przyjemnością delektowałam się pięknem krajobrazu i fauny zamieszkującej te prawie dziewicze tereny.


W zalewie polskiej telenowelowej szmiry serial "Przystanek Alaska" jest dla mnie diamentem.
Uhonorowany 3. nagrodami Emmy i 2. Złotymi Globami.

Szczerze polecam Wam tę odskocznię i zanurzenie się w świat bardziej normalny, nim może się nam wydawać. ;)

A na koniec jeszcze. Wczoraj, jak na zamówienie, natrafiłam na "Modlitwę Indianina" :


" Wielki duchu, którego głos słyszę
w szmerze wiatru, którego oddech daje
życie wszystkiemu na świecie, wysłuchaj
mnie.

Jestem mały i słaby, potrzeba mi Twojej
Siły i Mądrości. Pozwól mi przebywać
w pięknie i spraw, aby moje oczy
dostrzegały purpurowo - czerwone
zachody słońca.

Spraw, aby moje ręce uszanowały to
wszystko, co stworzyłeś, i by moje
uszy stały się wrażliwe na odbiór
Twego Głosu.

Daj mi mądrość, abym zrozumiał to
wszystko, czego nauczyłeś mój lud.
Pozwól mi nauczyć się lekcji, które
ukryłeś w każdym listku i w każdym
kamieniu.

Szukam mocy nie po to, aby stać się
większym od mojego przyjaciela,
lecz by walczyć z moim największym
wrogiem - z sobą samym.

Spraw, bym zawsze był gotów przyjść
do Ciebie z czystymi rękami
i otwartymi oczami.

U końca mojej drogi, kiedy życie we mnie
zgaśnie, jak zanikający zachód słońca,
niechaj mój duch stanie przed Tobą
bez lęku i wstydu".



Pozdrawiam :) :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt mar 21, 2008 7:22 pm 
Offline
Aktywny forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn lis 26, 2007 11:19 pm
Posty: 285
Lokalizacja: Poznań
Też uwielbiam - też będę kupować. Nareszcie jest coś do sensu w tych "seriach".


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Śr mar 26, 2008 11:41 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Przeczytałam w "Przeglądzie" znakomity wywiad z KRZYSZTOFEM MAJCHRZAKIEM. Jeżeli zechcecie się z nim zapoznać, to POLECAM !!! poniżej :



Krzysztof Majchrzak: sylwetka.
Krzysztof Majchrzak (ur. w 1948 r.) – aktor filmowy i teatralny, muzyk. Studiował (wokalistykę i pedagogikę) w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Łodzi, łódzkiej Filmówce, a w 1974 r. skończył warszawską PWST. Pięć lat później wystąpił w „Arii dla atlety” Filipa Bajona; była to w jego karierze pierwsza główna rola filmowa. W 1980 r. za kreację w tym obrazie, a także za rolę w filmie „Wolne chwile” Andrzeja Barańskiego został uhonorowany Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego. Do jego najgłośniejszych kreacji należą role w „Konopielce” Witolda Leszczyńskiego (u tego reżysera zagrał też w „Siekierezadzie”), „Yesterday” Radosława Piwowarskiego, „Amoku” Natalii Korynckiej-Gruz, a także w „Cudownym miejscu”, „Historii kina w Popielawach” i „Pornografii” (nagroda za najlepszą rolę męską na XXVIII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni) Jana Jakuba Kolskiego. Grał w Teatrze Narodowym, Teatrze Powszechnym, a od 1991 r. związany jest z Teatrem Studio. Wśród jego ról scenicznych wymienić trzeba kreacje m.in. w „Kopciuchu” Głowackiego w reżyserii Kazimierza Kutza, „Upadku” Greiga w reżyserii Zygmunta Huebnera i „Zmierzchu” Babla w reżyserii Krystyny Meissner, w spektaklach zrealizowanych przez Jerzego Grzegorzewskiego: „Operze za trzy grosze” Brechta, „Miasto liczy psie nosy” (własny scenariusz reżysera) i „La Boheme” (według „Wesela” i „Nocy listopadowej” Wyspiańskiego); a także w przedstawieniach Agnieszki Lipiec-Wróblewskiej (m.in. „The Wair/Tama” i „Dublińskiej kolędzie” McPhersona). 2 marca Krzysztof Majchrzak obchodził 60. urodziny.



"Jak nie zostać seryjnym mordercą"
Przemysław Szubartowicz





Przemysław Szubartowicz: - Początkowo nie chciał Pan się ze mną spotkać, mówiąc, że jedyna rzecz, która teraz Pana zaprząta, to rozpaczliwa walka ze sobą o to, aby nie stać się seryjnym mordercą. Powiało grozą.

Krzysztof Majchrzak: - Spokojnie. To rozwiązanie dość jednokierunkowe. Próbuję poszukać innego.

– Co wzbudziło takie emocje ?

– Kiedy tak obserwuje się tzw. to wszystko: całe to agresywne, chamskie lansiarstwo, głupie reklamy, kretyńsko gęgających pogodynów i pogodynki, pełne frazesów gęby aktorów, którzy nigdy na ekranie nie udowodnili tego, o czym z tupetem trąbią w wywiadach z tabloidów – ma się ochotę zostać seryjnym mordercą, a potem, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, odpocząć w więzieniu. Na dokładkę ten nieszczęsny nestor scen dramatycznych, którego walizka z pieniędzmi ciągnie prosto do banku – z hukiem wycofuje się z branży przy akompaniamencie szlachetnej paplaniny o opłakanym stanie kultury!



– Nie podoba się Panu, że Marek Kondrat – bo o niego, jak sądzę, Panu chodzi – zarabia pieniądze w reklamie ?

– Nie obchodzi mnie, jak on zarabia. Może sobie do upojenia pstrykać pretensjonalne foty z kielichem wina, pozując na filozofa. Irytujące jest to, że ostatni dobry film zrobił kilkadziesiąt lat temu, a zachowuje się jak wieszcz narodowy: „Odchodzę, bo nie mogę na to patrzeć”. I co ta biedna polska kultura teraz pocznie bez „Prawa ojca 2” czy „Złota dezerterów 3” ?! Usiąść i płakać.


– Kondrat grał też w „Dniu świra”, choć wiem, że nie lubi Pan tego filmu.

– Powszechnie też wiadomo, że nie przepadam za samym Markiem Koterskim, którego filmy wydają mi się grubo ciosanymi knotami z pseudogłęboką tezą w tle. Pozbawione niuansowania i sublimacji. To nie są moje ulubione środki reżyserskie.


– A Andrzeja Wajdę Pan lubi ?

– Szczerze mówiąc, zawsze przeszkadzało mi jego górnolotne demiurgowanie. Jego babranie się w polityce, tak wychwalane, które wywindowało go na ojca kultury filmowej, jakoś mnie nie pociąga. Natomiast „Katyń” mile mnie rozczarował. To zrobiony z szerokim gestem, ale skromny, poruszający film. Uwielbiam też jego adaptacje Iwaszkiewicza, „Brzezinę” i „Panny z Wilka”. Te filmy zostawiły we mnie potężny i stymulujący ślad.


Kicz, czyli...

– Wróćmy jeszcze do tej walizki. Kondrat zawsze mówi o aktorstwie w kategoriach rzemiosła, próbuje je odczarować, pozbawić posłanniczych cech. Może w tym sensie ma prawo mówić to, co mówi o polskim kinie ?

– Co to znaczy: pozbawić posłanniczych cech ? To tak, jakby pozbawić posłanniczych cech samą substancję kultury. Prawo ma, jak każdy, mówić, co mu się podoba. Tylko to wydaje się trochę podejrzane, jeśli się weźmie pod uwagę pewne jego dość dyskusyjne propozycje filmowe. Poza tym, mówiąc otwartym tekstem, dysponuje techniką pokazywania, a nie bycia. Jest jak aktor z okresu międzywojnia: Bodo, Żabczyński, Dymsza. Wie pan, te wszystkie wesołe, sprawne operusy. W ogóle dzisiejsza kultura przypomina mi chłam międzywojnia.


– Czyli kicz...

– Kicz. Współczesna kultura jest jego nowym wcieleniem, bo jest najtandetniejsza od dziesięcioleci. Jeszcze niedawno mieliśmy albo filmy typu „Kapitan Sowa na tropie”, albo takie, które walczyły z Ruskimi. A dziś mamy nowy rodzaj choroby – wszechogarniającą korporacyjną szmirę. Jednak nie może na tę rzeczywistość szczekać facet, który ewidentnie przykłada rękę do nieszczęścia.


– To kto może szczekać ?

– Ten, kto robi cokolwiek, żeby to naprawić. Kto się zarzyna, próbuje. Jeżeli ktoś niczego nie próbuje, nie ma prawa szczekać. Podobnie jak wyborca, który nie głosuje, nie ma prawa szczekać na politykę. Zresztą to czarnowidztwo nie jest uprawnione. Filmy ostatniego festiwalu w Gdyni upewniły mnie, że nadchodzi czas, kiedy ludzie coraz częściej będą się wstydzić pokazywać fajans.


– No dobrze, ale jak to się ma do tego kiczu, o którym Pan mówi ?

– On jest wszechobecny, oddychamy nim, a ja mówię o pewnym wycinku. O kinie, które zaczyna ruszać w dobrym kierunku. Napawa to nadzieją, że może i u nas zaczną powstawać filmy „wysokie” i zarazem kierowane do szerszej widowni, takie jak „Pulp Fiction” czy „Fargo”. Bo nie istnieje dylemat: kultura wysoka albo niska. Że z jednej strony mamy obrazy dla malarzy, filmy dla filmowców, balety dla baletmistrzów, a z drugiej szeroką rzeką płynący chłam dla idiotów. Taką opozycję wymyślili nieudacznicy i cwaniacy. Rzecz w tym, żeby mieć wysublimowany warsztat i inklinacje do spotkania z każdym człowiekiem na widowni. Taki gest, jaki mają Kusturica, Almodóvar czy Ferrara.



– Czy jak Pan grał w „Quo vadis” Kawalerowicza, to miał Pan kontakt z szerokim gestem ?

– Nie miałem do czynienia z szerokim gestem. Obiecywano mi, że będziemy studiować temat, spotykać się na próbach przed filmem itp., itd. A wyszła z tego szybka robótka „na kolanie”. Dziwiłem się, jak Kawalerowicz może kręcić poważny film, opierając się na scenariuszu, który przypominał bryk lektury szkolnej. Nie miałem zbytniego szacunku dla ówczesnej epidemii nakręcania lektur szkolnych, ale fakt, że Kawalerowicz nakręcił „Matkę Joannę od Aniołów”, „Pociąg” czy „Austerię”, upewniał mnie, że będę miał do czynienia z poważną realizacją. Niestety, wyszło inaczej. A moje usiłowania, żeby cokolwiek zmienić, powodowały nieustanne napięcia na planie. Nie chcę zresztą obgadywać Kawalerowicza.


– Kolegów z planu też Pan nie obgada ?

– Obgadam. Do szału doprowadzał mnie na przykład fakt, że Pan Linda maniakalnie przyczepiał do obiektywów kamer kartki z tekstem swojej roli. Jeżeli miał kwestię powyżej trzech linijek, już musiał to czytać. Trochę słabo, jak na wiodącą postać w projekcie. Dlatego z radością obserwuję, jak rodzi się formacja twórców filmowych, którzy, jak mówiła moja babcia Ola, mają wstyd.


Dziennikarze i lansiarze

– A potem znowu Krzysztof Kłopotowski napisze, że to nie żaden wstyd, tylko puszczanie oka do jakiegoś lobby. Wspominał Pan kiedyś z żalem, że ten krytyk zarzucał „Pornografii” Jana Jakuba Kolskiego, iż podlizuje się Żydom, a powinna homoseksualistom.

– Niech Pan lepiej nie wspomina o Kłopotowskim, bo to jest niezabliźniona rana. Na jego miejscu już dawno znalazłbym sposób, żeby przeprosić. Nie chcę o nim gadać. Ale jego postać przywołuje ważny temat kondycji polskiego dziennikarstwa.


– Jaka jest ta kondycja, pańskim zdaniem ?

– Dziennikarze dzielą się na tych, którzy po prostu uprawiają zawód dziennikarza, i na lansiarzy. Do lansiarzy zalicza się m.in. pewien wiekowy już pan w papuzim krawacie z TVN, który beztroski jak szczypiorek raz mówi o 38 śmiertelnych ofiarach ataku gazowego w Czadzie, a innym razem o tym, że Paris Hilton zamieniła różową podpaskę na niebieską. W obydwu wypadkach tak samo macha łapami, chwacko pohukując, bo chce być medialny. Wow, ekstra i na czasie! Dziennikarz lansiarz nie przekazuje informacji, tylko na tle informacji ukazuje przede wszystkim siebie. Poza tym formuła szybkiego obrazka spowodowała, że dziś wystarczy parę razy poprowadzić głupi kwiz, ugotować coś w „Kawie czy herbacie”, przeprowadzić rozmowę o niczym, potem zatańczyć na lodzie, zaśpiewać z gwiazdami i jest się tzw. kimś. Ten mechanizm sprawia, że dziś gwiazdą może być każdy: a to pogodynka, a to srynka, a to facet, który prowadzi program motoryzacyjny. Byle buzia była znana i lubiana. Hops i jestem celebrity! Największy kłopot te leszcze mają potem, kiedy przychodzi odpowiedzieć na pytanie: co zrobić z tą popularnością, kiedy kolejny konkurs wędkarski, koński albo tenisowy już nie bawi?! Pozostaje nudne bywanie na lansiarskich imprezach. I gorączkowe wypatrywanie, gdzie na sali znajdują się fotoreporterzy tabloidów.


– To kto może szczekać ?

– Ten, kto robi cokolwiek, żeby to naprawić. Kto się zarzyna, próbuje. Jeżeli ktoś niczego nie próbuje, nie ma prawa szczekać. Podobnie jak wyborca, który nie głosuje, nie ma prawa szczekać na politykę. Zresztą to czarnowidztwo nie jest uprawnione. Filmy ostatniego festiwalu w Gdyni upewniły mnie, że nadchodzi czas, kiedy ludzie coraz częściej będą się wstydzić pokazywać fajans.


– No dobrze, ale jak to się ma do tego kiczu, o którym Pan mówi ?

– On jest wszechobecny, oddychamy nim, a ja mówię o pewnym wycinku. O kinie, które zaczyna ruszać w dobrym kierunku. Napawa to nadzieją, że może i u nas zaczną powstawać filmy „wysokie” i zarazem kierowane do szerszej widowni, takie jak „Pulp Fiction” czy „Fargo”. Bo nie istnieje dylemat: kultura wysoka albo niska. Że z jednej strony mamy obrazy dla malarzy, filmy dla filmowców, balety dla baletmistrzów, a z drugiej szeroką rzeką płynący chłam dla idiotów. Taką opozycję wymyślili nieudacznicy i cwaniacy. Rzecz w tym, żeby mieć wysublimowany warsztat i inklinacje do spotkania z każdym człowiekiem na widowni. Taki gest, jaki mają Kusturica, Almodóvar czy Ferrara.


– Tylko, że oglądalność to jest bożek show-biznesu.

– Ale zarazem cały świat zna i ogląda Davida Lyncha czy Tarantina, chociaż nie uprawiają k...stwa.


– Jednak w telewizji to nie „Zagubiona autostrada” czy „Jackie Brown” znajdzie się w najlepszym czasie antenowym, tylko jakiś teleturniej.

– To nie do końca zależy od telewidzów, choć w kółko trąbi się, że to widz decyduje o wszystkim. Winne jest szefostwo korporacji medialnych. Mechanizm działania jest taki: siadamy przy stole i ustalamy, że chcemy zarobić górę kasy. Więc co robimy? Szukamy miernot, które dla sławy zrobią wszystko. Miernoty ruszają w te pędy robić serialową sieczkę. Po kilku zaledwie odcinkach artysta, który miałby duże trudności z dostaniem się do kółka dramatycznego w powiatowym domu kultury, zdobywa popularność. Tak jak popularne jest logo znanych programów czy deseń na opakowaniu gumy do żucia. Te miernoty wchodzą w tzw. obieg i już tworzy się dla nich ślizgane i tańczone konkursy, rozkręca się rywalizację, żeby jak najwięcej miłośników seriali to oglądało. I – że powtórzę – bynajmniej nie chodzi tu o widza, o którego interesach tak się trąbi, ani nawet o występujących w tym bajorze sprzedawczyków, tylko o reklamodawców, którzy za 30 sekund w prime timie dadzą kilka milionów dolarów. I to jest czysty zarobek dla korporacji. Cała reszta to trybiki w machinie, alfonsy i chłystki, które nawet nie orientują się, w czym biorą udział. Tyle na ten temat.



Grzech zapalczywości

– Czy Pan jest idealistą ?

– Jestem praktyczny. Chcę się ze sobą dobrze czuć, bo jestem na siebie skazany.


– A jak Pan tak chlasta tych swoich kolegów po fachu...

– Po jakim, k..., fachu ?!


– Dobra, powiedzmy, że z branży... No to potem nie przeszkadza Panu opinia dziwaka, typa spod ciemnej gwiazdy ? Czy Pan wie, że ludzie się pana boją ?

– Wiem, i tyle mnie to irytuje, co martwi. Jednak nie mogę wyprzeć się siebie, nawet jeśli w zamian miałbym być pluszowym milusińskim, lubianym przez wszystkich. Z drugiej strony naprawdę nie odpowiadam za to, że 90% polskiego show-biznesu to towarzystwo podejrzanego prowadzenia. Nie wymyśliłem tego, po prostu reaguję na te aspekty życia, z którymi mam styczność. I nie mam notesu wypchanego przyjaciółmi, tam jest bardzo mało nazwisk. Ale te kilka osób to jest moja ostoja, mój dom. Człowiek nie jest w stanie podobać się wszystkim, aczkolwiek ja bym chciał.


– Naprawdę? Kondratowi, Koterskiemu, Wajdzie i Kłopotowskiemu też ?

– Tak, im też. Chciałbym tak umieć zarysować moje do nich pretensje, żeby po tym wszystkim mnie polubili. Ale, niestety, ciągle popełniam grzech zapalczywości. Gdybym umiał być w pełni asertywny – wszystkie te sytuacje zaowocowałyby zacieśnieniem kontaktu.


– W kolorowych pisemkach można o Panu wyczytać, że jest pan typem „prawdziwego mężczyzny”. Jest Pan ?

– Prawdziwego mężczyzny ? Tyle kryptociot ćwiczy dziś boks, udaje rycerzy, gra herosów, prowadzi programy, nieustannie wspominając o szaleńczym seksie, że naprawdę kategoria „prawdziwy mężczyzna” straciła swój czar. Nie robi to na mnie wrażenia.


– Jest Pan homofobem ?

– Niech Pan tak do mnie nie mówi.


– Ale ja się Pana nie boję. Tylko pytam.

– Cieszę się. Nie irytuje mnie to, że ktoś jest gejem, ale że to ukrywa. Zasłania się żonami, dziećmi, krzywdząc wszystkich wokół, a najbardziej siebie, tworząc nie tylko karykaturę mężczyzny, ale i karykaturę człowieka. Na szczęście wiele takich istot ma potężnego powiernika – Pedra Almodóvara. On pierwszy w sposób poważny zarysował temat odrębnych preferencji seksualnych i pouczył, że wszyscy, kimkolwiek są, gorączkowo oczekują od nas miłości i przytulenia.


– Przyzna Pan jednak, że w Polsce inność seksualna wciąż jest potępiana i że ten problem podlega wykluczeniu społecznemu. Nie każdego stać w takich warunkach na coming out.

– Ale ja nie mówię o polskim ciemnogrodzie, mówię o świecie, gdzie struktury demokratycznego państwa są ugruntowane i gdzie kino Almodóvara ma realny wpływ na ludzi. Nie wiem zresztą, która orientacja jest słuszna, homo czy hetero, wiem jedynie, co mi się podoba. I bardzo cenię kogoś, kto potrafi na przykład powiedzieć: nie zagram tej roli, nie uda mi się, ponieważ jestem istotą homoseksualną. To jest po prostu szczere. I piękne.



Kompromis to świństwo ?


– Jakie Pan właściwie ma poglądy? Z jednej strony jest pan wolnościowy, z drugiej rewolucyjny, z trzeciej konserwatywny. Nie pasuje pan do polskiego tygla politycznego.

– W sprawie polityki mam do powiedzenia tylko tyle, że się na polityka nie nadaję. To nie jest robota dla mnie. I jestem na tyle dorosły i przenikliwy, żeby wiedzieć, iż politykiem nie da się być, nie popełniając mniejszego czy większego świństwa, które nazywa się eufemistycznie kompromisem, bo w polityce kompromis zbyt często oznacza po prostu świństwo. I do czasu wejścia w sektor władzy można z dumą obnosić kamienne tablice ze świętymi przykazaniami. Ale potem, misiu, gdy zaczniesz rządzić, wyrzucisz je, ponieważ z nimi nie da się trwać w tej strukturze. Polityka jest dla ludzi, którzy umieją przymknąć oko. To fatygujące. Chłop działa wyraźnie: nie chcę – wychodzę.


– A jako obywatel dobrze się Pan czuje w świecie, w którym politycy wyskakują z każdej lodówki ?

– Powiedziałem wcześniej, że kultura wróciła do tandety międzywojnia. Polityka też. Ona ma być teraz kolorowa, medialna, do sprzedania. Szef korporacji nie pochwali dziś pana za solidny program publicystyczny typu „7 dni świat”, gdzie byli Jonas, Mroziewicz i Turski, opowiadali fascynujące, mądre, analityczne rzeczy. Teraz trzeba dokopać, ośmieszyć, wszystko musi być ucyrkowione. Wielu dziennikarzy i polityków na to idzie, nieustannie błaznując, powątpiewając, że prawda i normalność może być atrakcyjna. Nigdzie na świecie w poważnej stacji nie analizuje się w przeglądzie prasy gazet typu „Fakt” czy „Super Express”. Bo wiedzą, że „Bild” to po prostu chłam dla onanistów i tępaków. W światowym show-biznesie jest podobnie. Aktorzy z serialowych bredni rzadko przedostają się na duży ekran, stanowiąc odrębny sektor kultury. Chciałbym, żeby i u nas do tego doszło.


– To dlaczego „Fakt” jest najlepiej sprzedającą się gazetą w Polsce ?

– Dlatego, że nigdy czegoś takiego u nas nie było. Tylko dlatego. To musi się jakoś wydymić. A czy pan przypuszczał, że będziemy kiedyś bez paszportów zasuwać do wybrzeży Portugalii? Ja sobie tego nie wyobrażałem. To jest cud. I dlatego nie mam za złe „Faktowi”, że się dobrze sprzedaje. Mam za złe innym gazetom, że są nudne. Tak jak nie mam za złe Saramonowiczowi, że jego „Testosteron” ma sukces finansowy. Mam za złe tzw. kinu ambitnemu, że nie idzie do przodu. Ten cały chłam powinien być wyzwaniem: zróbcie coś na poziomie, co jednocześnie porwie tłumy. Zamiast wiecznie narzekać, dbajmy o to, co wartościowe. I nie żałujmy sobie nawzajem gestów szacunku i podziwu. A może trzeba już wydać manifest pt. „D... kichę na potęgę”? Nie wiem.


– Jakiś czas temu w warszawskim Teatrze Powszechnym pojawił się manifest młodych twórców teatralnych pod hasłem „J... starych”. I ci starzy byli oburzeni, że młodzi w takich kategoriach postrzegają konflikt pokoleniowy.

– Ma Pan adres tego gościa? Nawet gdybym miał 30 lat więcej, chętnie dałbym mu po mordzie. To nie jest żaden bunt, tylko ohydna gówniarska buta, która nie ma pojęcia, na czym m.in. polegał konfucjanizm i cała kultura Azji. Tam się szanuje starych ludzi. Ba, byle łobuz na ulicy, który kradnie i bije podobnych sobie, wie, że niehonorowo jest popchnąć staruszka. To jest właśnie etos łobuza. I co, tamto uszło bezkarnie ?


– Uszło tak, że Zbigniew Zapasiewicz grzecznie tłumaczył, że co innego chamstwo, a co innego mierzenie się z młodymi na scenie. Że Hamleta można nawet wyprowadzić na ulicę, gdy ma to sens.

– Wie Pan, Zapasiewiczowi ci młodzi mogą buty czyścić. Dowiódł na przykład, że najlepszym aktorem jest logika. I od tego zaczyna się nowoczesność, a nie od wyprowadzania Hamleta na ulicę. Zapasiewicz jest nowoczesny dlatego, że podchodzi do zawodu niczym badacz, a nie bezmyślna marionetka ze szkoły teatralnej. Z kolei formuła Gustawa Holoubka jest taka, że aktorstwo bez domieszki autoironii i sarkazmu nie jest nic warte. Tak więc dzięki logice, autoironii i sarkazmowi możemy uniknąć wszelkich przedwojennych bredni typu „Czi Lucina to dziewczina, Janku, ja kłocham cię”. To straszne, że z tamtych czasów jedynie Junosza-Stępowski da się dziś oglądać bez wstrętu i poczucia groteski. To proste: jeżeli coś się nie sprawdza po latach, to znaczy, że było do d.... Tak jak do d... jest kultura narodowa.


Drugi policzek

– Polska też ?

– Każda. Zresztą Llosa powiedział: „Jeżeli kultura jest narodowa, to znaczy, że jest zła”. Bo kultura jest dziedzictwem świata. Nie chcę, żeby przypisywano mi brak szacunku dla wszystkich ofiar naszych zrywów powstańczych i wojen, których tragiczna historia tak wrosła w naszą kulturę. Ale to jest jedna sprawa, a spojrzenie na kulturę jako dzisiejszą przestrzeń do działania to coś jeszcze innego. I teraz, kiedy już ustało zagrożenie komunizmem, a polscy reżyserzy zostali odcięci od dojnej krowy aluzyjności, o zaściankowości naszej kultury decyduje właśnie to, że jesteśmy ciągle polscy. Ciekawe, dlaczego kino irańskie zdobyło ostatnio tyle nagród na świecie. Tam nie można pokazywać kobiet, więc dają małe dziecko, dwie kozy i step. Ale czy to jest narodowe kino irańskie? Nie, to jest kino o zmierzchu, wschodzie słońca, rosie, zimnie, o cieple, głodzie oraz o tym, że koza padła. I w Berlinie nagroda jest. A u nas każdy scenariusz, mniej lub bardziej, jest umoczony w paradygmacie romantyzmu. Kogo to obchodzi ?!


– Doskwiera Panu polskość ?

– Doskwiera. Ale widzę światełko nadziei: podlizywanie się najpodlejszym gustom powoli przestaje być szpanem. Wystarczy wspomnieć „Sztuczki” Jakimowskiego, „Rezerwat” Palkowskiego czy „Wszystko będzie dobrze” Wiszniewskiego ze wspaniałą rolą Więckiewicza. Kiedy odbierał w Gdyni nagrodę, powiedział, że naprawdę wszystko będzie dobrze. Gorąco w to wierzę. Gdybym tylko jeszcze umiał nadstawiać drugi policzek, byłbym księdzem.


– Jakiej wiary ?

– Nieważne. Ale to, że zrezygnowałem z zostania seryjnym mordercą, to już jest coś, nie sądzi Pan ?


:) :) :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz maja 01, 2008 10:15 pm 
Offline
Aktywny forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So wrz 25, 2004 8:53 am
Posty: 350
Lokalizacja: Szczecin
Gorąco polecam... wspanialy film z muzyka Beatlesów w tle i nie tylko w zmienionych i bardzo oryginalnych aranzacjach :)

http://across.the.universe.filmweb.pl/


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt maja 02, 2008 1:22 am 
Offline
Blood Brothers + Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 16, 2004 6:34 pm
Posty: 5759
Lokalizacja: Łódź
Baśka, chyba powinnaś zmienić zawód. Rzuć w diabły tę polibudę i zacznij żyć z recenzowania filmów.

A wywiad z Majchrzakiem jet odlotowy, czytałem go bodaj na WP.pl. Ale jak mógłby być inny, skoro to facet z TAKIMI jajami! Z całej tej bandy aktorzyn, gwiazd i gwiazdeczek "szołbiznesu", tego gościa cenię bardzo wysoko...


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 05, 2008 1:28 pm 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Markos... takie słowa w "ustach" dziennikarza, to dla mnie naprawdę ogromy komplement. :) To takie tam sobie pisanie...

A przeczytałam jeszcze jeden nieco starszy, równie znakomity wywiad z Majchrzakiem z 2006 r.
Poniżej jego treść... tylko jest kilka wyrazów niecenzuralnych (pierwszy już w tytule). Do Twojej decyzji pozostawiam, czy je zachowasz... :)



Łukasz Maciejewski
Machina 7/06
8. listopada 2006

"Skurw się za grosze"

Rozmowa z Krzysztofem Majchrzakiem

Outsider. Buntownik. Ryzykant. Trudny - mówiąc łagodnie. Dla niektórych jeden z najciekawszych aktorów polskiego kina. Na pewno jeden z największych jego krytyków. Mówi rzeczy, których wielu wolałoby nie usłyszeć. Nie z każdym chce pracować. I z nim nie każdy chce pracować. David Lynch chciał. Krzysztof Majchrzak zagrał w jego filmie "Inland Empire", który miał swoją premierę na festiwalu w Wenecji. Charakterystyczny. Słynie z krwistych ról i krwistych wypowiedzi. Studiował wokalistykę, skończył aktorstwo. Gra w filmach, teatrze i w zespole jazzowym. Uważa, że przydatny byłby także jako psychoterapeuta.

Łukasz Maciejewski: - Głośno mówisz rzeczy niepopularne, politycznie niepoprawne. Po co Ci to?

Krzysztof Majchrzak: - Wyspiański, w "Wyzwoleniu" powiedział: "Musimy zrobić coś, co by od nas zależało. Zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo". Po prostu chcę, żeby cokolwiek zależało ode mnie. Aktorzy opowiadają często, że są tylko rzemieślnikami, że tak zarabiają... - Tych, którzy tak mówią, uważam za kompletnych idiotów. To zresztą niejedynie polska specjalność. A oni Ciebie za kogo uważają? - Pewnie vice versa. Zresztą pieprzyć ich. Nasłuchałem się wiele razy od kolegów - aktorów, że pewnie jestem taki, eufemistycznie rzecz ujmując, "dynamiczny", żeby być wyrazistszy. Żeby się wyróżniać! Wyróżniasz się. - Tylko że w moim poczuciu ob­ciachu nie ma miejsca na tego typu autopromocję. I ciągle po­wtarzam: jeżeli chcecie być popularni w taki sam sposób, nic prostszego, przyłączcie się, wy­ciągam rękę. Ale jakoś przez te wszystkie lata nie poczułem uścisku drugiej dłoni. Wygod­nie gadać, że Majchrzak świruje, bo chce być wyraźny. Ale kiedy zachęcam: stwórzmy razem jakąś formację, jakiś punkt odniesienia, nie widzę chętnych. Bo w tym czasie trzeba czekać na telefony od producentów, które mówią: Skurw się! Skurw się za grosze!

Może nie za grosze?

- Pomijając już fakt, że nie ma ta­kich pieniędzy, za które warto by wyrzec się siebie, to płacenie za to skurwienie jest zdecydo­wanie za marne. Jestem prosty chłopak - gardzę kurwami, zwłaszcza tanimi. Ale zostaw­my już tych stroskanych o swo­ją karierę misiów. Prześledźmy inny, bardziej toksyczny me­chanizm: Zmacdonaldyzowane korporacje medialne, szukające histerycznie, desperacko i go­rączkowo zysku i poklasku, na­chalnie i po chamsku podlizu­jąc się klientowi - wytworzyły m.in. sztuczne zapotrzebowanie na tzw. "bycie kimś'". BYĆ KIMŚ - oto nowa religia! (Nikt oczywiście nie daje recepty na to, co robić potem, będąc już kimś. Zresztą nie o to chodzi, by robić cokolwiek. Wystarczy być!). Ta chora sytuacja wyge­nerowała karierki tak śmiesz­nych indywiduów, jak np.: pro­wadzący głupie programy, mo­dele i modelki, twórcy reklamy, pogodynki i pogodyni, gotujący filozofowie, reżyserzy sitco­mów, zawodowi wyśmiewacze i podsumowywacze, dziennika­rze po polonistyce piszący np. o jazzie itd., itp. Cała ta społecz­ność cwaniaków i cwaniar, nie odpowiadając za nic, nie produ­kując na dobrą sprawę niczego poza namiętną chęcią autopro­mocji - żąda dla siebie wszystkiego: wysokich zarobków, sła­wy, popularności i społecznego szacunku. Zresztą często gęsto ci ludzie wykorzystują swoją popularność zapowiadając w powiatowej Polsce, za ok. 4000 PLN od imprezy, występy in­nych kolegów szmirusów! I na zdrowie! Ale to nie wszystko, koło absurdu toczy się dalej. Wystarczy w tenże podejrzany sposób zaistnieć jako "ktoś" - a już porywa cię cały system idiotycznych Konkursów i Za­wodów dla Ktosiów: wędkar­ski, żeglarski, koński, tenisowy, taneczny, golfowy, inny. W końcu lądujesz na Festiwalu Gwiazd, na którym byle medial­ny chłystek, od tygodnia lanso­wany w telewizyjnych tygodnikach jako gwiazda, czy panna wysmarowana samoopalaczem mówi w tajemnicy do sobie po­dobnych indywiduów: "Nie chciałam(łem) specjalnie tu przyjeżdżać, ale mnie w końcu zmusili. A tu taka ciężka praca! Wywiady, autografy. Mam tego dość! Chyba z moim nowym chłopakiem (dziewczyną) - stosowna kaszaniarsko-obciacho­wa sesja w "Gali" - wybiorę się na odjazdowe wakacje do aśra­mu w Indiach albo do buddyj­skiej samotni w Tybecie". Chciałoby się krzyczeć: Ludzie! Nie dajcie się wyleszczyć! Sprawdzajcie papiery swoich idoli! To w większości po pro­stu żądne rozgłosu typki.

Ty się nigdy nie skurwiłeś?

- Byłem parę razy w malinach, sezon czy dwa po szkole. Nie wie­działem jeszcze wtedy, kto na rynku jest pan, a kto leszcz. Za­grałem m.in. epizod w "Brune­cie wieczorową porą" pana Ba­rei, czyli faceta, którego uwa­żam za ojca zbadziewienia polskiego kina, jakiś epizod w "Czterdziestolatku" u pana Gruzy, czy w kabarecie, w dobo­rowym towarzystwie szmiru­sów warszawskich. Jedyna rzecz z tego okresu, do której nie mam odruchu wymiotnego, to praca z kolegami z kabaretu "Kur".

Przed naszym spotkaniem obejrzałem jeden z Twoich pierwszych filmów - "Wolne chwile" Andrzeja Barańskiego. Grasz tam impetycznego re­żysera teatralnego zarażają­cego charyzmą leniwych stu­dentów. Trochę grafomana... Nawet na pewno grafomana.

- Ale i faceta silnego, odważne­go, impulsywnego. To zdu­miewające, że ciągle, po tylu latach, jesteś dokładnie taki sam, jak w tamtym filmie.

Ja to ja. A film to film. Cieszę się, że ciepło wspominasz "Wolne chwile".

Zafascynował mnie Twój bo­hater. On naprawdę chciał walczyć o swoje.

- Nie tyle chciał walczyć o swoje, co o przestrzeń, w której mógł­by, z całym poczuciem godno­ści, honoru i człowieczej blisko­ści, spotykać się z kolegami artystami i z widzem.

Kogoś mi przypomina.

- Jeśli mnie, to bardzo się cieszę.

Aktorzy coraz częściej boją się mówić o sztuce. Co to znaczy?

- Nie wiem. Nie wszystko można zgonić na tzw. złe czasy. To ja­kaś atrofia idei czy co? Ale na przykład diabli wiedzą, jaką drogą podąża młody Piotr Głowacki, który zachwycił mnie ro­lą w "Odzie do radości". On już w tej chwili, na samym począt­ku, jest aktorem porywającym i żarliwym. Zatem nie ma posu­chy, jeśli chodzi o talenty, jest za to potężna gromadka kolegów idiotów, którzy na pewno ni­gdy nie będą mówić o sztuce.

Znowu się narażasz, jakiś ak­tor czytający nasz wywiad pomyśli: "Co ten Majchrzak wygaduje, żadnej dyploma­cji".

- Mam syndrom "DD". Wiesz, co to znaczy?

No, powiedz.

- Dymać Dyplomację.

Aha.

- Tak, dymać dyplomację, bo to wszystko, kurwa, naprawdę wreszcie źle się skończy! Osta­tecznie jesteśmy ludźmi, którzy powinni mądrze i pięknie opo­wiadać o ludzkim losie - co czy­ni artysta. Albo opowiedzieć o ludzkiej duchowości - co czyni duchowny i wreszcie opo­wiedzieć o świecie w ogóle - co czyni nauczyciel. Wpuść teraz w te trzy zajęcia kroplę cyni­zmu, owej "dyplomacji", a uzy­skasz piekło. Nie chcę żyć w piekle.

To piekło już jest.

- Nie. Zdarzają się jedynie głupi i cyniczni nauczyciele, duchow­ni i artyści. Czego by jednak nie powiedzieć, to - włączając w to może jeszcze profesję lekarza - są to po prostu zawody tzw. wyższej użyteczności publicz­nej, w każdym z nich chodzi o najwyższe wartości. Więc sto­sowanie dyplomacji tam, gdzie chodzi o życie lub śmierć, cho­robę lub zdrowie, mądrość lub głupotę, jest jakąś czczą zagryw­ką czy nawet odbiera prawo do uprawiania tego zawodu. A dy­plomacja?! Nie wiem zresztą, czy to jest aż takie niedyploma­tyczne powiedzieć komuś "ko­cham" albo "nienawidzę". Rzecz w tym, żeby uczciwie wy­znać, dlaczego kocham i dlaczego nienawidzę.

Ale przecież doskonale wiesz, że w znacznej części środowi­ska aktorskiego wzbudzasz po prostu agresję. Ja bym tak nie chciał.

- Też bym tak nie chciał. Po co mi to? Ale co mi w końcu zostaje? Tylko możliwość opowiedze­nia się po którejś stronie. Próba sprostania herbertowskiemu: "Bądź wierny/ Idź". Tyle. Nie chcę zwady, ale jeżeli jakichś paru aktorskich durniów wejdzie mi w drogę, będzie niedo­brze.

Dostana w mordę?

- Nie. Moje wyzwanie nie doty­czy bitki czy nawet agresji. Na­mawiam tylko: spotkajmy się na ekranie, frajerze. Tam pokaż, ja­kim jesteś rycerzem.

Są koszty i bonusy takiej po­stawy. Domyślam się, że nie masz zbyt wielu przyjaciół z tzw. branży, nie przesiadu­jesz po "Spatifach"...

- Weź przestań, to jest chore. Czy naprawdę chodzi nam o artystów wśród przyjaciół? Łukasz, wystrzegaj się tego.

Staram się. Ja również niespe­cjalnie przyjaźnię się z dzien­nikarzami. Kiedyś ktoś starał się mnie zniszczyć, rozsyłając paszkwil na mój temat, nie domyślał się, że tym samym wyświadczył mi przysługę, je­stem teraz silniejszy.

- Widzisz?! Ktoś tak bardzo chciał cię wystraszyć, że wyzby­łeś się strachu na zawsze. Do­myślam się, że cena - twoja cena - była wysoka, ale, wierz mi, warto było ją zapłacić. O co w końcu chodzi?! Wokół nas krą­żą chmary złośliwych, cynicznych, nieutalentowanych i niedowcipnych ludzi. Trzeba się ich wystrzegać. Za to tych, któ­rzy chcą dialogu - czule przy­garnąć. Tyle.

Tutaj, w małym miasteczku, w Łagowie, na Twój widok ludzie życzliwie się uśmiecha­li. Jesteś dla nich wiarygodny.

- Kiedy mówię o sobie, że jestem "człowiekiem z ulicy", to nie oznacza przecież, że mam jakiś gang. Przeciwnie, jestem chyba dosyć wykształconym mężczy­zną, ale nie stronię od tzw. pro­stych ludzi. Nigdy nie stroni­łem. Lubię ich i cieszę się ich sympatią. Mówią, że dla nich "nie jestem frajerem". A prze­cież nie gram ról facetów, któ­rzy gonią ze spluwą i rozbijają banki, nie robię głupich kome­diowych wykrętasów. A jednak mnie akceptują. To radość i za­szczyt, że jestem dla nich wiary­godny.

Ale już dla reżyserów raczej groźny. Twoja filmografia, skądinąd imponująca, na pewno mogłaby być bogat­sza, ale podobno większość się Ciebie boi.

- Reżyserzy przeważnie są albo nieprzygotowani, albo niezdol­ni. Albo jedno i drugie. Już daw­no nie spotkałem reżysera, któ­rego zdolnościami byłbym zachwycony. Po Janku Kolskim jest jeszcze Bronka Nowicka, dziewczyna która dwa lata temu skończyła szkołę filmową w Łodzi. Imponuje mi talentem i nieprzepartą chęcią rozwoju. Jej wyobraźnia i biblioteka są prawdziwie imponujące.

A dlaczego inni nie chcą z To­bą pracować?

- Nie jest aż tak źle. Chcą. Ale rzadko mogę zaakceptować ich propozycje. A ci, co nie chcą, może boją się merytorycznych, pracowitych facetów, którzy przynoszą zbyt wiele własnego materiału do wspólnego mająt­ku? Materiału, który niestety trzeba ogarnąć i zarchiwizo­wać, bo rzuca inne, kuszące światło na całość filmu? Może są zbyt leniwi i za tchórzliwi na takie spotkanie? Może oczeku­ją służalczych postaw i misiów, którzy będą im tańczyć odgór­nie przyjęte założenia?

A gdybyś spotkał reżysera który zachwyciłby Cię osobowością, ale jego czytanie Two­jej roli byłoby krańcowo różne od Twojego, stać by Cię było na wycofanie, pełną pokorę?

- Na pokorę zawsze. Wycofanie nigdy. Zresztą nawet kiedy z Karolką Gruszką robiliśmy film Davida Lyncha, na każde pytanie z naszej strony David był w stanie precyzyjnie odpo­wiedzieć. A jeżeli w danej chwi­li nie potrafił, słuchał nas uważ­nie i wracał do tematu. Jakoś Lyncha było stać na pochylenie się nad kłopotami i uwagami aktorów.

Cenisz Lyncha?

- Trudno go nie cenić. Ilu, na do­brą sprawę, jest artystów filmo­wych w Ameryce? Lynch, Jar­musch, Scorsese...

...Altman, Allen.

- Lubię też filmy Ferrary. "Złego porucznika" oglądałem wiele razy. Nawiasem mówiąc, po la­tach sceny z Jezusem nie jadą. To jakaś skucha.

A jaki będzie "Inland Empire" Lyncha?

- Nikt nie wie. Wszyscy aktorzy skrzętnie odmawiają wywia­dów, bo nie wiadomo, co z tych naszych działań znajdzie się w efekcie na ekranie. Dlatego są bardzo ostrożni w mówieniu o sobie. Ale - niezależnie od efektu - wspaniale było znaleźć się w Los Angeles i rozmawiać o kinie z człowiekiem stojącym, co tu ukrywać, w pewnej opo­zycji duchowej i mentalnej do swojego środowiska.

Na festiwalu w Łagowie za­atakowałeś ostro Przemka Wojcieszka po wygłoszonym przezeń referacie na forum dyskusyjnym. Nie wzruszyło Cię jego wyznanie miłości do "Popiołu i diamentu" Wajdy?

- Nie chcę teraz mówić o "Popiele i diamencie". Na to trzeba sporej przestrzeni. A Wojcieszka nie lubię za jego cwaniactwo uprawiane w masce nonkonformisty. Za gene­rowanie takich bytów, które się aktualnie dobrze sprzedają. Jest zapotrzebowanie na kiboli - piszemy o tym sztuczkę! A dalej, co leci, jak na Stadionie Dziesię­ciolecia: dżinsy z Turcji, gry Nintendo, zaraz potem geje, mieszkańcy blokowisk, Radio Maryja. Nic, co modne, nie uj­dzie jego uwadze! Każdy może być oczywiście cwaniaczkiem, tylko błagam, niech ten średnio zdolny gość, piszący tautolo­giczne sztuki i scenariusze o wymowie typu: "Tu zostanę, bo tu jest moja Ojczyzna", nie przybiera miny demiurga dekady. Zresztą niepokojąco często, z miną mędrca, wymawia z namaszczeniem: "Moje pokolenie!". Wiem skądinąd, że kilka lat temu, tu w Łagowie, ostro stawiał sprawę twierdząc, że nie interesują go filmy o gejach. Po czym, kiedy okazało się, że to jednak chodliwy towar - napisał "Cokolwiek się zdarzy, ko­cham cię" i "Darkroom". Nagle się tym zainteresował! No i dobrze. Szkoda tylko, że nie był to twórczy gest wynikający z cie­kawości i troski o bieg spraw i rzeczy, ale cwane działanie oportunisty i misia, który wie, gdzie konfitury stoją. Poza tym śmiertelnie zraniło mnie to, że kiedy żarliwie broniłem uczci­wości i szczerości w rozmowie z widzem, dostrzegłem z drugiej strony stołu prezydialnego cyniczne uśmieszki. Nie wyobrażasz sobie nawet, ile pracy włożyłem w to, żeby nie wci­snąć komuś takiego uśmieszku do gęby razem z zębami.

Lepiej tego nie rób. A właści­wie dlaczego rzuciłeś kiedyś szkołę muzyczna na rzecz aktorstwa?

- To zagadnienie fascynujące dla mnie samego. Nie mam pojęcia. Może dlatego, że wtedy w Akademii Muzycznej jakoś nic nie szło? Wiesz, miałem kiedyś taką etiudę w "Kabarecie Starszych Panów". Grałem gościa, który lubi bawić się sam. Nie lubi ba­wić się ze wszystkimi, woli sa­motnie. Ma mnóstwo zabawek: serpentyn, confetti, piszczałek. Wchodzi do mieszkania "Star­szych Panów" i pyta: "Przepraszam, czy mogę się tutaj zaba­wić? Pieniądze mam, humor mam, nie mam się tylko gdzie zabawić". Po czym wchodzi po schodach i śpiewa: "Na zabawach rożnych znam się, lecz najlepiej bawię sam się". Kiedyś przed próbą usiadłem przy for­tepianie i zagrałem jakiś temat. Grałem dopóki wszyscy nie przyszli na próbę. "Dlaczego pan został aktorem?" - zapytał mnie nagle Wasowski. Trochę się zmieszałem. Zacząłem się ją­kać, że zrobiłem już jakieś filmy, że uprawiam ten zawód z przy­jemnością, a nawet z miłością... Wasowski zamilkł, po czym od­powiedział: "To było z Pana strony nieodpowiedzialne. Ab­solutnie nieodpowiedzialne".

Nie zerwałeś z muzyką.

- Gram w zespole A-2. Frontma­nem zespołu jest saksofonista Janusz Brych, na perkusji gra Maciej Muraszko, Krzysztof Sa­mela na basie. Niestety, ostatnio nie koncertujemy, Krzysztof bardzo się pochorował. Wierzę, że szybko do nas wróci. Poza tym cały czas szukam. Niedaw­no zaświtała mi myśl, że mógł­bym zostać psychoterapeutą. Myślę, że po zdobyciu licencji byłoby to zajęcie, które mógł­bym wykonywać z pasją i rado­ścią. Że mógłbym być przydatny.

"Na zabawach różnych znasz się / lecz najlepiej bawisz sam się"?

- Żebyś wiedział, że cały czas się bawię. Czekam aż pewnego dnia przyjdzie do mnie komisja, jak z Kaf ki, i powie mi: "Pan całe ży­cie się tylko bawi, do więzienia!". Do więzienia, a nie do kopalni, co by mnie nawet uradowało, bo lubię pracę fizyczną. Dlatego uważnie śledzę Dziennik Ustaw. Ale na razie nie ma takiego paragrafu, jeszcze moż­na się bawić. Korzystam z tego. Bawię się.

Twój syn, Maciek, bawi się podobnie: najpierw Akademia Muzyczna, pierwsze sukcesy, potem Szkoła Filmowa. Wi­działem jego studencki film "Pętla", Potrafi mądrze opo­wiadać obrazem. Na starcie to bardzo dużo.

- Maciek w muzyce zabrnął dużo dalej. Występował w Sali Kame­ralnej Cornegie Hall, ma kilka liczących się nagród. W Szkole Filmowej też mu dobrze idzie. Zbiera kolejne nagrody, jest pra­cowity i bezkompromisowy. Je­stem z niego bardzo dumny.

Wracamy do punktu wyjścia. Uważasz, że bezkompromiso­wość jest cnotą? W tym kra­ju, w tych czasach?!

- Na bezkompromisowość nigdy nie było ani dobrej pogody, ani kraju, ani czasów. Nie ma zresz­tą powodu, żeby tak stawiać sprawę: albo bezkompromiso­wość albo służalczość wobec wszawej, cynicznej komercji! Zresztą generalnie nie widzimy nic poza skrajnościami: albo eu­roentuzjaści, albo Radio Mary­ja. Albo homo albo hetero. To bieda polskiej rozmowy, pol­skiego dialogu - polityków i in­telektualistów. Ta bieda polega także na tym, że wszyscy mówią jednocześnie i nikt nikogo nie słucha. Nie wiedzie się zatem polemiki zdolnej urodzić jakie­kolwiek rozwiązanie. Tylko ta­kie tam, pieprzenie o Szopenie.

Jestem przekonany, że nic się z tym już nie uda zrobić.

- Naprawdę tak sądzisz? Może jestem idealistą, ale marzy mi się skrzyknięcie formacji, którą nazwałbym, być może aroganc­ko: "Formacją Ludzi Zdrowego Rozsądku" albo "Towarzy­stwem Zabijaczy Kichy". Dzia­łalibyśmy trochę na wzór "Mło­dej Polski" albo grupy "Die Brucke", albo "Blaue Reiter". Marzy mi się taka przestrzeń dla rzetelnych działań. To miej­sce trzeba sobie wywalczyć. Opowiedzieć się poprzez her­bertowskie: "Niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda dla szpiclów katów tchórzy". Bez tego nie ma ani programu ani dzieła.

Krzysiek, a jak Ci się żyje?

- Świetnie.

Naprawdę jesteś szczęśli­wym człowiekiem?

- Wprawdzie mój świat wygląda inaczej niż trzy lata temu, kiedy odeszła moja mama. Ale na ciągle świeżym poczuciu bli­skości z nią na tamtym świecie, zbudowałem najpiękniejszą z rzeczy: udało mi się zatrzymać w sobie chłopca. I ten chłopiec we mnie się cieszy. Cieszy się z tego, co się dzieje i co będzie się działo. Nie zrobiłem się zgorzkniały, chociaż wszystko w tym kierunku zmierzało. Zbuntowałem się przeciw sytu­acji, w której człowiek tracą­cy kogoś bliskiego cierpi po­dwójnie: z powodu owej straty i z powodu poczucia gorszości wobec tych szczęśliwców, którzy takiej straty nie doznali. Pokochałem swój płacz za ma­mą i swoją do niej tęsknotę. I jestem z tego dumny. Dlatego jestem szczęśliwy.


;) ;)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 05, 2008 8:23 pm 
Offline
Blood Brothers + Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 16, 2004 6:34 pm
Posty: 5759
Lokalizacja: Łódź
Kultura, to kultura - nie będę cenzurował :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So wrz 06, 2008 4:55 pm 
Mi też się ten film bardzo podobał (jutro idę 2. raz :D) i naprawdę szczerze go polecam. Krótko mówiąc jest lekki, łatwy i przyjemny. Jakoś za ABBĄ średnio przepadałam, ale po obejrzeniu tego filmu, non stop słucham soundtracku z tego filmu w wykonaniu gł. Meryl Streep (super zagrała-jak zawsze i wyśpiewała swoją rolę), Pierce'a Brosnan'a (...po tym filmie stwierdził, że chciałby zagrać Bruce'a w jakimś filmie?! :).


Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr maja 13, 2009 1:36 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Basiu, proszę o recenzję filmu, który "zawładnął" Tobą ostatnio. Jestem ciekaw, co poruszyło Twoją i Forumowiczów duszę oraz ścisnęło za serducho lub gardło :wink: . Z racji pracy i codziennego obcowania z filmami też coś polecę. Może na początek thriller/ dramat " Droga do przebaczenia" ( " Reservation Road") w reż. T. George'a z 2007 r. Historia osnuta wokół dwóch ojców i ich życia po tragicznej śmierci syna jednego z nich. W rolach głównych Joaquin Phoenix i Mark Ruffalo. Wzruszający obraz, pokazujący emocje i stan psychiki z dwóch różnych stron po takiej tragedii. W najbliższy piątek na kanale HBO o godz. 20. 40 można bedzie obejrzeć ten film. Polecam.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz maja 14, 2009 9:06 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
No tak... brak domowego komputera trochę mi doskwiera, przez co okrutnie ;) zaniedbałam ten wątek.
A zatem Jacku w Teleexpresowym skrócie spieszę donieść, co ostatnio oglądały moje piękne oczy.

Kilka ładnych miesięcy temu nareszcie udało mi się obejrzeć film "American Gangster" (z 2007 r.) Ridley'a Scott'a z Jego ulubionym aktorem, Russell'em Crowe (a zgadnijcie, czyim także? ;) ). Partneruje Mu Danzel Washington. Było to drugie spotkanie tych gigantów aktorstwa. Pierwsze miało miejsce w 1995 r. na planie filmu "Virtuosity" ("Zabójcza perfekcja"). Wówczas Russell był tym złym, Danzel tym dobrym. Odwrotnie niż w "American Gangster".



Opowiedziana tu historia oparta jest na faktach.

Mamy lata 70. XX wieku, Harlem. Czarnoskóry chłopak, Frank Lucas, dorasta na ulicy, która Go wychowuje i kształci. Nie ukończył żadnej szkoły, ale zmysł obserwacji świata przestępczego, w którym się obraca, uczy, jak "radzić" sobie w życiu. Po śmierci swojego pracodawcy i mistrza (u którego przez kilkanaście lat był szoferem), gangstera Bumpy Johnson'a, postanawia kontynuować Jego "dzieło" w narkotykowym biznesie. Początkowo nikt nie traktuje Go poważnie. Jednak dzięki nieprzeciętnej inteligencji i sprytowi w niedługim czasie eliminuje konkurentów, stając się najbardziej wpływowym handlarzem narkotyków. Jego "towar" jest czystszy, tańszy, sprowadzany prosto od producenta z Bangkoku. Harlem ma nowego heroinowego króla, którego pozycja jest niezachwiana.
To zwraca uwagę detektywa Richie'ego Roberts'a (Russell) z Wydziału Narkotykowego, niezłomnego stróża prawa. Policjanta nieprzekupnego, niezwykle uczciwego, który od momentu, gdy w całości oddał policji przejęty milion dolarów ze sprzedaży narkotyków, uważany jest przez współpracowników za frajera i dziwaka. Wszyscy odwracają się od Niego (dla mnie to niezrozumiałe), pozostaje sam na polu walki ze światem narkotykowym. Stawia sobie za cel rozpracowanie działalności Lucas'a i wtrącenie Go do więzienia. Konsekwencją i wytrwałością osiąga go. Lucas zgadza się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości w zamian za łagodniejszy wyrok.
Codzienne spotkania Roberts'a i Lucas'a zbliżają Ich do siebie. Niespodziewanie jesteśmy świadkami narodzin wzajemnego szacunku i tajemniczej więzi ludzi stojących po przeciwnych stronach. Każdy z Nich ma swój "kodeks etyczny", którego ściśle przestrzega. Każdy z Nich równie poważnie podchodzi do "swojej roboty". Ta niezwykła znajomość przeradza się w pewnego rodzaju "przyjaźń". Do tego stopnia, że Roberts czeka na Lucas'a opuszczającego mury więzienia.

Film trwa 157. minut. Niektórym może się dłużyć i nudzić, bo nie jest to typowy film gangsterski, w którym "trup ściele się gęsto i często". Najciekawszym wątkiem jest właśnie zderzenie tych dwóch, wydawałoby się odmiennych, osobowości. Ich "walka" oraz droga do odkrywania i poznawania siebie.
A poza tym... Crowe i Washington... czegóż można chcieć więcej. Ja jestem zadowolona z tego "spotkania" i polecam je z czystym sumieniem!! :)

A już 29. maja premiera nowego filmu z Russell'em pt. "Stan gry". Juuuhhhhuuuu!!! :)

To dzisiaj tyle. Ciąg dalszy niebawem, bo to oczywiście nie jedyny seans, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt maja 15, 2009 9:47 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Dzięki, Basiu za propozycję. Podpisuję się pod Twoimi słowami. Miałem przyjemność obejrzeć " American Gangster". Co prawda z wypożyczenia z racji pracy, ale zawsze. Tym złym Denzel jest także w " Dniu próby", gdzie " wprowadza" żółtodzioba E.Hawke.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N cze 07, 2009 9:12 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Dostąpiłem wreszcie przyjemności obejrzenia " Into The Wild" S. Penna. Teraz już wiem dlaczego tak zachwycił odbiorców. A muza E. Veddera to poezja.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N cze 07, 2009 10:06 pm 
Offline
Aktywny forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 04, 2008 11:46 am
Posty: 389
Lokalizacja: Białystok/Warszawa
Uwielbiam ten film :) Obejrzałam go już chyba 3-4 razy :D A przed zeszłoroczną wyprawą w Bieszczady (łażenie po górach z 20kg plecakiem) musiałam go zobaczyć, żeby stać się w jakiejś części "Supertrampem" :-) Bardzo dobry film, polecam innym, którzy nie widzieli. Mogę nawet udostępnić :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn cze 08, 2009 5:41 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Bohater filmu umiłował wolność i dzika przyrodę. "To", czego coraz mniej na świecie przez drugiego człowieka :cry:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn cze 15, 2009 9:22 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
W pigułce, co jeszcze zdarzyło mi się ostatnio obejrzeć...



"LEKTOR"

Film osnuty na powieści Bernhard'a Schlink'a pod tym samym tytułem. Opowiada o tym, czym może skończyć się przypadkowe spotkanie na ulicy. Mamy rok 1958. Niemcy.

Jest to historia związku piętnastoletniego Michael'a Berg'a i starszej o 20. lat Hanny Schmitz (w tej roli Kate Winslet, nagrodzona za nią Złotym Globem i Oscarem), Ich namiętnych spotkań przeplatanych (na żądanie kobiety) lekturą książek, czytanych przez Michael'a na głos, i zakończonych nagłym zniknięciem Hanny. Chłopak, początkowo zagubiony, wraca do życia i do szkoły. Po ośmiu latach, już jako student prawa, bierze udział w procesie zbrodniarzy hitlerowskich. I wtedy właśnie na ławie oskarżonych widzi Hannę. Zszokowany poznaje mroczną część Jej życiorysu, gdy jako strażniczka w obozie koncentracyjnym, była jednym z trybów machiny, zwanej eksterminacją życia. Chłopak walczy ze swoimi uczuciami. Natomiast Hanna w swojej prostocie i "oddaniu sprawie" nie widzi niczego zdrożnego w swoim postępowaniu, traktując je jak każdą inną pracę. Sąd skazuje Ją na dożywocie po tym, jak przyznaje się do sporządzenia raportu opisującego przyczyny pożaru, w wyniku którego spłonęła żywcem grupa więźniarek. Współodpowiedzialne strażniczki otrzymały tylko po kilka lat więzienia. Paradoksalnie Hanna bierze na siebie całą odpowiedzialność, aby ukryć swój sekret... analfabetyzm. Wstyd jest tak ogromny, że woli spędzić resztę życia w zamknięciu, niż przyznać się do tej ułomności, która mogła złagodzić wyrok.
Po kilku latach Michael zaczyna wysyłać Hannie do więzienia nagrane przez siebie książki, które razem "czytali". Dla Hanny każda przesyłka jest jak "oddech życia". Powoli, ale konsekwentnie sama uczy się pisać i czytać. I gdy już, za dobre sprawowanie, ma opuścić mury więzienia...

Ciekawostką realizacyjną filmu jest to, że sceny wizyty Michael'a (podczas procesu) w obozie koncentracyjnym, były kręcone na Majdanku.





"DROGA DO SZCZĘŚCIA"

Jesteśmy młodzi, pełni energii, zapału, pomysłów na życie, gotowi zawojować świat, poznajemy kogoś, kto wydaje nam się tą jedyną osobą (dziwimy się nawet, jakim cudem udało nam się dotąd bez niej żyć). Zakładamy podstawową komórkę - rodzinę, rodzą się dzieci, ale nadal uważamy się za indywidualistów, nie przystających do rzeszy podobnych nam ludzi. Jednak codzienność, rutyna, przeciętność powodują, że powoli, powoli gaśniemy.
Tęsknoty i marzenia chowają się głęboko w zakamarki naszego serca i umysłu. I "ronią" po cichu łzy.
Zatracamy umiejętność rozmowy i słuchania, stajemy się coraz bardziej sobie obcy, nie mamy odwagi przyznać się, że nić nas łącząca została przerwana, że miejsce miłości zajęło rozczarowanie i nuda, że dusimy się w tym związku. Nie mamy odwagi powiedzieć: Dość!
I nadal stwarzamy pozory udanej idylli, dla innych. Do czasu, gdy frustracje spowodowane niespełnieniem doprowadzą do tragedii... I tak właśnie wygląda "szczęście" milionów małżeństw.

Zawsze uważałam, że najgorsze w życiu jest zakłamanie, udawanie kogoś, kim się nie jest i właśnie unikanie rozmowy. A rozmowa, pod warunkiem, że jest szczera i uczciwa, może naprawdę pomóc, może wiele wyjaśnić i uzdrowić, w miłości, przyjaźni, czy koleżeństwie. Zatem trzeba i warto rozmawiać ze sobą, mówić o swoich pragnieniach i oczekiwaniach, może po prostu druga strona o nich nie wie i stąd te nieporozumienia. I należy pamiętać o kompromisach.

I o tym właśnie jest film "Droga do szczęścia" z Kate Winslet i Leonardo DiCaprio. Nie tak łatwo nią kroczyć, wielu z niej zbacza, nie daje rady, ale trzeba próbować!

Film trochę mnie nudził, ale to może wina... niewygodnych foteli. ;)





"WĄTPLIWOŚĆ"


Rok 1964. Bronx. Katolicka Szkoła St. Nicholas rządzona surową ręką apodyktycznej siostry Alojzyny (w tej roli Meryl Streep), gdzie uczniowie boją się nawet kichnąć bez pozwolenia. W gronie nauczycieli "zasiada" młoda i niewinna siostra James oraz charyzmatyczny, lubiany przez uczniów ojciec Flynn (Philip Seymour Hoffman). Szczególna troska ojca Flynn'a o jedynego czarnoskórego ucznia, budzi w siostrze James podejrzenia o nie całkiem szczere pobudki Nim kierujące. Opowiada o swoich spostrzeżeniach siostrze Alojzynie, która ma nareszcie "haczyk", za pomocą którego będzie mogła pozbyć się księdza ze szkoły. Bowiem od samego początku jest przeciwna metodom wychowawczym i postawie Flynn'a.
Mają w zasadzie ten sam cel: dobro dzieci, ale każde z Nich dysponuje innym poglądem na jego realizację. Siostra Alojzyna za narzędzie ma szorstką dyscyplinę, ojciec Flynn ciepło i poczucie humoru, zaskarbiające Mu sympatię dzieciaków.
Alojzyna nie mając dowodów (a co gorsza, nie starając się ich znaleźć) rozpoczyna konsekwentną walkę o usunięcie ze szkoły człowieka, będącego w Jej oczach zagrożeniem dla moralności uczniów. Nie waha się użyć szantażu i kłamstwa w osiągnięciu tego celu. I gdy (pełna nienawiści) doprowadza do satysfakcjonującego Ją końca sprawy, zaczyna mieć... watpliwości. O słuszności swoich oskarżeń, o słuszności swoich poczynań. Ale jest już za późno... Musi z tym żyć.


Podobał mi się fragment jednego z kazań księdza Flynn'a (był jednocześnie proboszczem tamtejszej parafii) o sile i konsekwencjach plotki. O tym, że z plotką jest jak z poduszką pełną pierza. Gdy się ją na dworze rozerwie, wiatr natychmiast rozwieje pierze w dalekie rejony. I nie da rady już go zebrać. I tak samo jest z plotką. Nie da się jej powstrzymać. Poczyni wiele nieodwracalnych szkód w czyimś życiu, szczególnie, gdy okaże się nieprawdziwa.

Sztuka, na podstawie której nakręcono film zdobyła w 2005 r. Nagrodę Pulitzera.





"VICKY, CRISTINA, BARCELONA"

Tym razem zupełnie odmienne kino. Dla oddechu... kino słońca i miłości, opowiadające o tym, że odrobina szaleństwa może nadać naszemu życiu kolorytu.

Dwie przyjaciółki, tytułowe Vicky i Cristina, spędzają część wakacji w Barcelonie. Różnią się podejściem do życia. Jedna jest gotowa na wszystko, druga żyje wg określonych zasad, których przestrzega. Do czasu spotkania tajemniczego artysty-malarza, który niespodziewanie je burzy niedwuznaczną propozycją.
Bo naszym życiem żądzą emocje, niekiedy trudne do przewidzenia. I nigdy nie należy mówić: Nigdy!
Jesteśmy świadkami swoistego trójkąta, a właściwie czworokąta, bo do tej trójki dołącza była żona artysty-malarza, z którą nadal jest silnie związany. Ta walka uczuć rozgrywa się na tle uroczych i kolorowych krajobrazów Barcelony, przy dźwiękach muzyki pełnej uśmiechu i ciepła.

A wsród aktorów spotykamy m.in. Scarlett Johansson, Penelope Cruz i Javier'a Bardem'a.


Niebawem ciąg dalszy... :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn cze 15, 2009 10:46 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Piękne recenzje. Fajnie , że trzymasz rękę na pulsie. Mamy ścieżkę z " Vicky..." Ludziska pytają bardzo często o ten sountrack. Proponuję film " Oszukana"w reż. niezniszczalnego Clinta Eastwooda. Oparty na faktach z rolami Angeliny Jolie i Johna Malkovicha. Akcja rozgrywa sie w 1928 r. w Los Angeles. Ginie syn samotnej matki Christine. Kilka miesięcy potem policja zwraca matce dziecko, ale ona nie wierzy, że to jej prawdziwy syn. Kobieta za wszelką cenę chce rozwikłać zagadkę odsłaniając mechanizmy skorumpowanego świata.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr cze 17, 2009 6:31 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Jacek Tyc napisał(a):
Piękne recenzje.


Dzięki Jacku. :) To miłe. :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr cze 17, 2009 3:54 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Barbara Knappik napisał(a):
Jacek Tyc napisał(a):
Piękne recenzje.


Dzięki Jacku. :) To miłe. :)
To ja dziękuję. W powodzi tylu premier filmowych potrafisz wyłowić, Basiu, prawdziwie wartościowe perły. No i styl, w jakim opisujesz dany obraz. Nie jestem wielkim znawcą filmu, ale wierzę Ci. Film, którego nie obejrzałem, a jest przez Ciebie przywołany, pojawia mi się przed oczami i wyobrażam go sobie :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz cze 18, 2009 1:13 pm 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Jacku, aż się :oops:. Taki komplement. :)

Niestety nie mam możliwości uczestniczyć w większości seansów kinowych, ale jeżeli tylko mi się uda, z chęcią się tym podzielę. :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz cze 18, 2009 10:07 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Czekam niecierpliwie. Przyjemność po mojej stronie. Rzadko bywam w kinie. Przeważnie mam możliwość wypożyczyć filmy lub koncerty jako pracownik działu. Najczęstsze recenzje filmów wśród klientów lub pracowników zamykają się w określeniach: " super", "zaje.....", " do bani", " kicha". Nie wszyscy oczywiście tak oceniają. Dlatego fajnie przeczytać Twoje recenzje, Basiu. Ładną polszczyzną operujesz. Pozdrawiam :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 24, 2009 10:36 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 9:15 am
Posty: 1287
Lokalizacja: Katowice
Obejrzane i godne polecenia :)

Cadillac Records
"Film jest zapisem dziejów artystów nagrywających w wytwórni Cadillac Records. Opowiada o przemocy, seksie, różnicach rasowych, rock'n rollu i początkach bluesa na ulicach Chicago w latach 50 i 60 XX wieku. Młody polski imigrant Leonard Chess (Adrien Brody) zatrudnia niezdyscyplinowanego, utalentowanego bluesmana Muddy'ego Watersa (Jeffrey Wright) oraz impulsywnego Małego Waltera (Columbus Short). W 1955 do wytwórni dołącza fenomenalny Chuck Berry (Mos Def), który budzi rock and rolla w sercach słuchaczy. Niedługo po nim, Etta James (Beyoncé Knowles) - kobieta z trudną przeszłością, dołącza do wytwórni Chess. Zafascynowani dźwiękiem dążą do sławy, kariery i szczęścia."

(Zdjęcia do filmu powstały w New Jersey :) )


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So lip 25, 2009 9:39 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Oglądałem. Ciekawe spojrzenie na muzykę tamtych lat i obyczajowość. Etta jest nie do przebicia.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 24, 2009 7:30 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
I w końcu przyszla kolej na " Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w reż. Davida Finchera, który został oparty na historii opisanej w 1920 r. przez F. Scotta Fitzgeralda. Film nie powalił mnie na kolana, ale wzruszył. Przypomina nieco " Forresta Gumpa", jeśli chodzi o rodzaj opowiadania. Ważne wydarzenia w historii USA w tle, a przede wszystkim siła miłości.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt paź 06, 2009 8:07 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
" Australia " zdobyta :wink: 2 i pół godziny seansu w pięknych plenerach ( czasem sztucznych :wink: ) oraz z uczuciem w tle.
Kidman i Jackman dobrani, ale największe wrażenie i tak zrobił mały Aborygen Nullah ( Brandon Walters ). Po prostu uroczy.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt paź 16, 2009 7:15 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Chciałoby się powiedzieć : " Stary, dobry Clint " :wink:
Jego " Gran Torino " to majstersztyk.
Eastwood stanął po obu stronach kamery od czasu " Za wszelką cenę " ( " One Million Dollar Baby " ).
Główny bohater, weteran wojny w Korei, wdowiec, jest bardzo gorzki.
Ma swój kodeks, którego się trzyma. W głębi ducha jest samotny. Ciężko mu jest mu się otworzyć.
Wszystko zmienia pewna sprawa dotycząca sąsiadów z Azji.

Film od jakiegoś czasu dostępny jest na DVD.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt paź 23, 2009 12:22 am 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Nicole Kidman wystapiła w amerykańskim Kongresie jako ambasadorka funduszu ONZ na rzecz kobiet ( UNIFEM ). Zwracała uwagę na przemoc wobec kobiet na świecie.

Przemawiając przed podkomisją ds. międzynarodowych i praw człowieka Izby Reprezentantów, aktorka zwróciła uwagę, że przemoc wobec kobiet i dziewcząt " nie zna granic, ani ras, ani klas społecznych ".


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lis 18, 2009 10:15 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Na " Dwójce " odbyła się relacja z ceremonii rozdania " Złotych Kaczek 2009 ", która zbiegła się ze 100 - leciem polskiego kina.

Czytelnicy miesięcznika " Film " najlepszym historycznym polskim filmem stulecia wybrali " Potop " Jerzego Hoffmana. Niezwykle wzruszony Reżyser odebrał osobiście statuetkę.

" Aktorką filmu historycznego stulecia " została Krystyna Janda ( " Człowiek z marmuru " ).

" Aktorem fimu historycznego stulecia " został Tadeusz Łomnicki. Statuetkę odebrał syn wielkiego aktora wraz z córką.

" Filmowy pojedynek: Polska kontra reszta świata " Krzyżacy " i " Królestwo niebieskie ", " Faraon " i " Kleopatra ", " Potopu " i " Braveheart - Waleczne serce ", " Szwadron " i " Chwała ", " Popioły " oraz " Wojna i pokój ".
We wszystkich parach zwyciężyły polskie filmy, a najwiecej głosów otrzymał " Faraon " w reż. Jerzego Kawalerowicza z 1965 r.

" Złota Kaczka 2008 / 2009 " dla najlepszego filmu pofrunęła do Małgorzaty Szumowskiej za " 33 sceny z życia ".

" Najlepszy operator " - Paweł Edelman za film " Tatarak ".

" Najlepszy scenariusz " - Małgorzata Szumowska ( " 33 sceny z życia " ).

" Najlepszy aktor " - Borys Szyc ( " Wojna polsko - ruska " ).

" Najlepsza aktorka " - Krystyna Janda ( " Tatarak " ).


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N sty 03, 2010 10:00 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Fajny film... dopiero zobaczy się :wink:

Zaraz w kinach nowe dzieło Terry'ego Gilliama pt. " Parnassus - człowiek, który oszukał diabła ".

W obsadzie m.in. genialny Johnny Depp, Colin Farrell i Jude Law.
W ostatniej roli Heath Ledger ( dochody z filmu aktorzy chcą przeznaczyć dla Jego córki ).

Występuje także... Tom Waits ( Elu, czekam na recenzję :wink: )


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sty 04, 2010 2:06 pm 
Offline
Blood Brothers + Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 16, 2004 11:27 pm
Posty: 2249
Lokalizacja: Warszawa
A polska wersja to:
lektor, dubbing, czy napisy?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sty 04, 2010 2:57 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt wrz 23, 2008 12:28 pm
Posty: 519
Lokalizacja: Land of Hope and Dreams
Dom zły - mocna rzecz.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sty 04, 2010 4:25 pm 
Offline
Blood Brothers
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sty 23, 2007 6:29 pm
Posty: 668
Lokalizacja: Kielce
A widziałeś "Fargo" braci Cohen? Bez tego filmu nie byłoby "Domu Złego". Ale zgadzam się, to trzeba zobaczyć. Dla mnie wielka TRÓJKA :wink: ubiegłoroczna w polskim kinie to: Rewers - Dom Zły - Zero. Polecam.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr sty 06, 2010 10:42 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
A właśnie...

W sylwestrowe popołudnie wybrałam się na "Avatara" - film, który kiełkował w umyśle James'a Cameron'a od kilkunastu lat. Dlaczego tak długo? Bo możliwości techniczne nie były w stanie sprostać potrzebom Jego wizji. Do dziś.

A że Cameron jest perfekcjonistą w każdym calu, w każdym razie filmowym ;), gotów był poświęcić tyle lat na stworzenie obrazu, który na dłużej "zagnieździ się" w duszy odbiorcy.

Mówi się, że jest to przełom w kinie, porównywalny z pojawieniem się filmu dźwiękowego. Obraz bowiem nakręcono w technice stereoskopowego 3D przy użyciu Fusion Camera System, pozwalającego na widzenie z perspektywy prawego i lewego oka jednocześnie, oddając głębię i współzazleżności przestrzenne obiektów znajdujących się w polu widzenia. Prace nad filmem trwały 4. lata.

Opowiedziana historia jest stara jak świat. To odwieczna walka dobra ze złem. Ale takich opowieści nigdy dosyć, żeby pokazać, do czego zdolni są ludzie w pogoni za korzyściami...


"Rzecz" dzieje się w 2154 roku. Mamy dwa światy: "brudny" świat ludzi i "czysty" świat humanoidalnej rasy, zwanej Na'vi, zamieszkującej księżyc planety Polyphemus - Pandorę. O tym pierwszym specjalnie nie ma co się rozwodzić, natomiast drugi zachwyca bujnością barw oraz niezwykłością świata fauny i flory. I mieszkańcami. Na'vi mają niebieską skórę, piękne, duże oczy, smukłe sylwetki i są co najmniej dwukrotnie więksi od ludzi. Wiodą życie pełne szacunku dla natury, która to odwdzięcza się tym samym. To swoiste porozumienie "bez słów", harmonia zmysłów i serc, tajemna nić łącząca wszystkie istoty na Pandorze.

I oto tę harmonię zakłóca pojawienie się ludzi, którzy w swojej ignorancji, uważają się za rasę lepszą. Hmmm... nic nowego...

Początkowe, czysto naukowe, zainteresowanie, zmienia się, gdy na Pandorze zostaną odkryte złoża drogocennego minerału. Ludzie gotowi są zrobić wszystko, aby go zdobyć.

Jednak atmosfera na Pandorze uniemożliwia im swobodne oddychanie. Stworzyli zatem hybrydy, zwane avatarami, łącząc DNA człowieka i DNA Na'vi. Ożywić avatara może jedynie osoba, z której DNA powstał. Dzieje się to dzięki kapsułom, pozwalającym przenosić świadomość człowieka do ciała avatara.

I tak oto na Pandorę trafia były marines - Jake Sully, który zakończył "karierę wojskową" sparaliżowany od pasa w dół. Ma zastąpić swojego zmarłego brata bliźniaka. Jest to możliwe dzięki zgodności ich DNA. Ma za zadanie "wkraść się" do świata Na'vi, zdobyć ich zaufanie i posiąść wiedzę, która pozwoli ich pokonać. Wszelkie informacje dotyczące tej rasy i ich zwyczajów, przekazuje pułkownikowi Quatritsch'owi, staremu wydze, który hołduje zasadzie, że "cel uświęca środki".

Jake może nareszcie poczuć ziemię pod nogami. Nieoczekiwanie obcowanie z Na'vi, ich cudownym światem, odkrywa dla Niego nowe wartości. Zaczyna doceniać ich mądrość i czystość. Pojawia się też miłość. Ostatecznie postanawia stanąć w obronie mieszkańców Pandory. Dochodzi do nierównej walki... uzbrojonego w najnowocześniejszy sprzęt wojska przeciwko łukom Na'vi. I gdy wydaje się, że wygrana jest przesądzona, Jake przejmuje dowodzenie. Dzięki sprytowi, wspólnemu działaniu i ogromnemu poświęceniu (Na'vi gotowi są oddać swoje życie dla sprawy, w przeciwieństwie do ludzi, którzy są gotowi poświęcić... cudze życie), dobro zwycięża. Niestety ogromnym kosztem... wielu Na'vi ginie, a Pandora zostaje boleśnie okaleczona. Muszę się przyznać, że łzy mi niejednokrotnie popłynęły...

Nie da się wszystkiego opowiedzieć. Nie da się wszystkiego objąć wzrokiem. Trzeba samemu wejść w ten świat. Osobiście uwielbiam fantazję, baśnie, niezwykłe opowieści działające na wyobraźnię. A wyobraźnię mam bogatą... Niestety nie udało mi się obejrzeć filmu w formacie 3D (brak biletów), ale muszę to niezwłocznie nadrobić!!! Szczerze polecam wszystkim, którzy lubią takie obrazy. Myślę, że będziecie zadowoleni!!!

Z ciekawostek dotyczących realizacji filmu...

Aby stworzyć Na'vi jak najbardziej realnie, Cameron "zamknął" aktorów w pomieszczeniu bez scenografii i światła. Musieli wykazać się ogromną wyobraźnią, aby bez środków wizualno-dźwiękowych oddać emocje, których oczekiwał od nich reżyser. Każdy z aktorów miał do głowy przytwierdzoną mini-kamerę, skierowaną na twarz i rejestrującą każde drgnienie, i napięcie mięśni, każdy grymas, dzięki czemu komputerowe postaci zyskały osobowość i były ludzkie.


Stworzono specjalny język, którym porozumiewali się Na'vi. Aktorzy musieli opanować ponad tysiąc słów.


Cameron zabrał całą ekipę na Hawaje, aby przybliżyć swoje wyobrażenie o wyglądzie Pandory. Przypuszczam, że inspiracją do stworzenia pandorskiego świata roślin i zwierząt były organizmy, które Cameron widział podczas swoich podwodnych wojaży. A jest to świat tak bajeczny i niezwykły, że przekracza nasze wyobrażenia...


To tyle... miłych wrażeń. :)


P. S. Krzychu, w wersji analogowej są napisy, a jak jest w 3D, to nie wiem. W każdym razie, gdy byłam na dokumencie o dinozarłach ;) w tym formacie, był lektor.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr sty 06, 2010 11:44 am 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt wrz 23, 2008 12:28 pm
Posty: 519
Lokalizacja: Land of Hope and Dreams
Elzbieta Giedyk napisał(a):
A widziałeś "Fargo" braci Cohen? Bez tego filmu nie byłoby "Domu Złego" Ale zgadzam się, to trzeba zobaczyć. Dla mnie wielka TRÓJKA :wink: ubiegłoroczna w polskim kinie to: Rewers - Dom Zły - Zero . Polecam.


Widziałem, widziałem - w moim ulubionym kinie w Zielonej Górze.
Jeszcze został mi tylko "Rewers" do zaliczenia z tej trójki.
Jak na mnie, to wyczyn, bo od lat 80. nie chodziłem na polskie filmy.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr sty 06, 2010 5:09 pm 
Offline
Blood Brothers + Admin

Dołączył(a): Cz lis 11, 2004 9:29 pm
Posty: 4007
Lokalizacja: Warszawa
Jak już pisałam widziałam AVATAR w wersji 3D. Film zawiera tradycyjnie powielane przesłania jak w tego rodzaju kinie amerykańskim.

Film dla mnie przyniósł silne i CUDOWNE doznania wizualne i właściwie należałoby powiedzieć tylko doznania wizualne, bo fabuła mnie niestety nie zachwyciła - amerykański standard.
Efekty specjalne natomiast, w tym animacja postaci Na'vi, są faktycznie wspaniałe.
Polecam wszystkim obejrzeć film choćby z powodu tych wrażeń dla oka i to wyłącznie w wersji 3D, w wersji standard to na pewno nie jest ten sam film.

Wersja 3D zawiera napisy.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N sty 10, 2010 1:50 am 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Na " Avatar " poczekam aż ukaże się na DVD :wink:

Przed chwilą zaś obejrzałem film w reż. Marca Abrahama pt. " Przebłysk geniuszu " ( " Flash Of Genius " ), oparty na faktach i artykule autorstwa Johna Seabrooka z " New Yorkera " o takim samym tytule.

Sprawa dotyczy wykładowcy akademickiego i wynalazcy - amatora dr Roberta Kearnsa, który konstruuje i patentuje wycieraczki samochodowe o regulowanej prędkości.

Jest początek lat 60. ub. wieku. Pewien bardzo znany koncern samochodowy z Detroit jest zainteresowany wynalazkiem i prowadzi wstępne rozmowy z Kearnsem. Prosi o prototyp, a w ostatniej chwili wycofuje sie ze współpracy.
Okazuje się, że patent zostaje przywłaszczony przez potentata branży motoryzacyjnej.
Naukowiec nie daje za wygraną rozpoczyna trwającą 20 lat batalię sądową przeciwko koncernowi.
Cierpi na tym jego zdrowie oraz liczna rodzina.

Film ukazuje postawę jednostki w starciu z potężną machiną korporacyjną.
Przywołuje ducha " Michaela Claytona " czy " Zaklinacza deszczu " Coppoli.

Polecam.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N sty 10, 2010 10:11 am 
Offline
Blood Brothers + Admin

Dołączył(a): Cz lis 11, 2004 9:29 pm
Posty: 4007
Lokalizacja: Warszawa
Nie czekaj na DVD tylko szybciutko proszę do kina :) nie chcę się powtarzać, ale wersja 3D to są niesamowite doznania wzrokowe, planeta Pandora jak z bajki :) nie mówiąc o wszystkich innych efektach specjalnych !


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lut 09, 2010 6:30 pm 
Offline
Aktywny forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn wrz 22, 2008 7:55 pm
Posty: 405
Lokalizacja: Brzeg
Ja również widziałam Avatar już jakiś czas temu-film genialny.
Dobrze, że mnie kumpela wyciągnęła bo się z niej śmiałam, że na żadne "bzdury tego typu nie idę", ale zrobiony perfekcyjnie, no i nie mówiąc już o (a właściwie to przede wszystkim jak dla mnie) drugim dnie.

Co gryzie Gilberta Grape'a?- jak ja mogłam tego filmu wcześniej nie widzieć, super, również wszystkim polecam. :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lut 09, 2010 9:18 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Natalka Bujnowska napisał(a):
Ja również widziałam Avatar już jakiś czas temu-film genialny.
Dobrze, że mnie kumpela wyciągnęła bo się z niej śmiałam, że na żadne "bzdury tego typu nie idę", ale zrobiony perfekcyjnie, no i nie mówiąc już o (a właściwie to przede wszystkim jak dla mnie) drugim dnie.

Co gryzie Gilberta Grape'a?- jak ja mogłam tego filmu wcześniej nie widzieć, super, również wszystkim polecam. :)

Nati, Di Caprio zagrał rewelacyjnie.

Z tego samego roku ( 1993 ) polecam film z jego udziałem pt. " Chłopięcy świat ".
Leoś gra tam młodego chłopca, który z matką ( piękna Ellen Barkin ) szukają lepszego życia.
A tuż przy boku matki pojawia się pewien złośliwy typ ( Robert De Niro ).

Polecam, bez kitu :wink: .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lut 10, 2010 8:44 am 
Offline
Blood Brothers

Dołączył(a): Pn maja 14, 2007 10:48 am
Posty: 737
Lokalizacja: Łódź
Ludzie myśleli, po obejrzeniu "Gilberta...", że ten chłopak grający brata Jepp'a jest naprawdę upośledzony. To świadczy o klasie aktorstwa. :)

"Chłopięcy świat" - historia oparta na życiorysie Tobias'a Wolff'a - obecnie profesora literatury.

A z cyklu... c. d. DiCaprio ;) polecam także film z 1995 r. pt. "Przetrwać w Nowym Jorku", również historia autentyczna z życia nowojorskiego muzyka i poety, Jim'a Caroll'a. Studium wychodzenia z nałogu narkotykowego. Znakomita rola DiCaprio, bardzo sugestywna i "namacalna".


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lut 10, 2010 3:58 pm 
Offline
Aktywny forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn wrz 22, 2008 7:55 pm
Posty: 405
Lokalizacja: Brzeg
Jacek Tyc napisał(a):
Natalka Bujnowska napisał(a):
Ja również widziałam Avatar już jakiś czas temu-film genialny.
Dobrze, że mnie kumpela wyciągnęła bo się z niej śmiałam, że na żadne "bzdury tego typu nie idę", ale zrobiony perfekcyjnie, no i nie mówiąc już o (a właściwie to przede wszystkim jak dla mnie) drugim dnie.

Co gryzie Gilberta Grape'a?- jak ja mogłam tego filmu wcześniej nie widzieć, super, również wszystkim polecam. :)

Nati, Di Caprio zagrał rewelacyjnie.

Z tego samego roku ( 1993 ) polecam film z jego udziałem pt. " Chłopięcy świat ".
Leoś gra tam młodego chłopca, który z matką ( piękna Ellen Barkin ) szukają lepszego życia.
A tuż przy boku matki pojawia się pewien złośliwy typ ( Robert De Niro ).

Polecam, bez kitu :wink: .


No De Niro z tą jego (przepraszam za wyrażenie) niesympatyczną gębą (tzn. taką doskonale robi) na pewno nadaje się do tej roli. :)

A co do Grape'a jeszcze-na mnie również wielkie wrażenie zrobił Di Caprio, był tak autentyczny, że naprawdę czapki z głów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lut 10, 2010 6:44 pm 
Offline
Blood Brothers + Admin

Dołączył(a): Cz lis 11, 2004 9:29 pm
Posty: 4007
Lokalizacja: Warszawa
Robert de Niro jest jedynym amerykańskim aktorem tej klasy, którego widziałam na własne oczęta :) w 1989 r na Uniwersytecie Warszawskim, był gościem niezależnego związku studentów :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lut 10, 2010 7:41 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Mirka Suwarska napisał(a):
Robert de Niro jest jedynym amerykańskim aktorem tej klasy, którego widziałam na własne oczęta :) w 1989 r na Uniwersytecie Warszawskim, był gościem niezależnego związku studentów :)
No, no, Mirko.
Nie wiedziałem, że miałaś okazję zobaczyć " Taksówkarza " :wink:
To chyba wtedy spotkał się z Lechem Wałęsą. Wsparł wówczas Solidarność.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lut 10, 2010 9:08 pm 
Offline
Blood Brothers + Admin

Dołączył(a): Cz lis 11, 2004 9:29 pm
Posty: 4007
Lokalizacja: Warszawa
Prawdę powiem, że nie pamiętam dokładnie kto był na tym spotkaniu, ale Aula pękała w szwach :)
Robert de Niro wszedł razem z Wojciechem Fibakiem entuzjastycznie witany przez tłumy studentów. Pamiętam, że było na sali wiele osób ze świata polityki. Mną bardziej kierowały przesłanki artystyczne a nie polityczne, gdy wybierałam się na to spotkanie.
Drugim aktorem amerykańskim, co prawda już nie taką gwiazdą, którego widziałam to Kris Kristofferson.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Wt mar 02, 2010 2:05 pm 
Offline
Blood Brothers + Admin

Dołączył(a): Cz lis 11, 2004 9:29 pm
Posty: 4007
Lokalizacja: Warszawa
Co prawda nie wczoraj a w sobotę fajny widziałam: To skomplikowane, prod. USA, w rolach głównych Meryl Streep oraz Alec Baldwin.
Wybrałam się na ten film głównie dla Meryl Streep i nie pomyliłam się, że to będzie kolejna udana rola :)
Nie będę recenzować filmu, ani opowiadać o fabule. Zachęcam jednak bardzo wszystkich do spędzenia przyjemnego, refleksyjnego, odstresowywującego popołudnia z tą, moim zdaniem, komedią romantyczną o 60-latkach - ale dla wszystkich :) no może od lat 18-stu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz mar 04, 2010 8:01 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2009 4:02 pm
Posty: 3319
Lokalizacja: Oława - The Promised Land
Zapowiada się ciekawie:
http://muzyka.onet.pl/0,2136410,newsy.html


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
PostNapisane: Cz mar 04, 2010 8:21 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz

Dołączył(a): Cz kwi 06, 2006 8:37 am
Posty: 1271
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Mirka Suwarska napisał(a):
Co prawda nie wczoraj a w sobotę fajny widziałam: To skomplikowane, prod. USA, w rolach głównych Meryl Streep oraz Alec Baldwin.
Wybrałam się na ten film głównie dla Meryl Streep i nie pomyliłam się, że to będzie kolejna udana rola :)
Nie będę recenzować filmu, ani opowiadać o fabule. Zachęcam jednak bardzo wszystkich do spędzenia przyjemnego, refleksyjnego, odstresowywującego popołudnia z tą, moim zdaniem, komedią romantyczną o 60-latkach - ale dla wszystkich :) no może od lat 18-stu :)


Mireczko, obejrzałam i o mało nie spadłam z krzesła w kilku momentach, ale generalnie film fajny i daje do myślenia. Nawiasem mówiąc jak sprzedawałam karty kredytowe banku x w latach ubiegłych, to co drugi klient/klientka byli po rozwodzie. Cóż - takie czasy. :?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt mar 05, 2010 12:22 am 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt wrz 23, 2008 12:28 pm
Posty: 519
Lokalizacja: Land of Hope and Dreams
To a' propos Orłów: niech mi ktoś wytłumaczy, że "Wojna polsko-ruska" wielkim kinem jest. Obejrzalem i kicha. "Rewersu" nie widzialem, ale "Dom Zły" u Zero o kilka długości z przodu.
No chyba, że coś ze mną nie tak...


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt mar 05, 2010 1:54 pm 
Offline
Blood Brothers
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sty 23, 2007 6:29 pm
Posty: 668
Lokalizacja: Kielce
Mirku, REWERS - jazda obowiązkowa - to na prawdę jeden z najlepszych filmów w historii naszej kinematografii, a damskie trio Anna Polony - Krystyna Janda - Agata Buzek czyli Bacia - Mama - Wnuczka to czysta wirtuozeria gry aktorskiej - już czekam na DVD i płytę z muzyką , równie znakomitą. Ps. "Wojną polsko-ruską" nie jest zainteresowana :wink:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So mar 06, 2010 8:24 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 9:15 am
Posty: 1287
Lokalizacja: Katowice
Jak dla mnie "Wojna polsko-ruska" jest beznadziejna. Za to obejrzane ostatnio "Bękarty wojny" rewelacyjne - mam nadzieję, że jutro zostaną odpowiednio nagrodzone.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So mar 06, 2010 10:24 pm 
Offline
Niezmordowany forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt wrz 23, 2008 12:28 pm
Posty: 519
Lokalizacja: Land of Hope and Dreams
Ola Nowak napisał(a):
Jak dla mnie "Wojna polsko-ruska" jest beznadziejna. Za to obejrzane ostatnio "Bękarty wojny" rewelacyjne - mam nadzieję, że jutro zostaną odpowiednio nagrodzone.


Zaczynam wierzyć, że jestem normalny!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So mar 06, 2010 10:52 pm 
Offline
Forumowicz na dorobku
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sie 27, 2009 1:27 pm
Posty: 49
Lokalizacja: Okolice Krosna (podkarpacie)
Ja niedawno obejrzałam film "Bez mojej zgody". Bardzo ładna, wzruszająca historia dziewczynki chorej na białaczkę i jej rodziny. Ci Amerykanie potrafią stworzyć coś, co chwyta za serce.
P.S. Bardzo cieszę się, że znalazłam tu podobne opinie do mojej na temat wojny polsko ruskiej. Już się bałam, że nie potrafię zrozumieć ambitnego kina :lol: . Wytrzymałam na filmie ok. 30. minut.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N mar 07, 2010 7:32 pm 
Offline
Blood Brothers + Admin

Dołączył(a): Cz lis 11, 2004 9:29 pm
Posty: 4007
Lokalizacja: Warszawa
Dziś w nocy rozdanie Oscarów i to co mnie cieszy to podobno duże szanse na statuetkę dla Jeffa Bridgesa, za rolę w "Crazy Heart". To jego 5. nominacja, Oscara jeszcze nie otrzymał dotąd, dziś jest szansa, czekam niecierpliwie, bo to mój ukochany aktor. :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
Cytuj  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 141 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Strefa czasowa: UTC [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL